Na pilne zwołanie szczytu europejskiego, czego chce Polska, nie ma szans.
Po nocy protestów z niedzieli na poniedziałek na Białorusi polski rząd postanowił podjąć działania na arenie europejskiej. Według źródeł UE apel premiera Mateusza Morawieckiego o zwołanie pilnego szczytu trafił wczoraj do przewodniczącego Rady Europejskiej Charlesa Michela i kierującej Komisją Europejską Ursulą von der Leyen. W liście do nich szef polskiego rządu pisał, że brutalna noc na terenie całego kraju i potencjalna eskalacja konfliktu „nie mogą pozostać bez odpowiedzi”.
Źródło w Brukseli pytane o szanse na zwołanie szczytu w sierpniu odpowiada, że kolejne spotkanie Rady Europejskiej jest zaplanowane na wrzesień, a tematy rozmów zostaną ustalone bezpośrednio przed nim. – Zgodnie z oficjalnym harmonogramem kolejny szczyt przypada w październiku, ale przewodniczący Charles Michel planuje szczyt nadzwyczajny we wrześniu, by omówić kwestie, które kryzys wyrzucił z agendy w pierwszym półroczu – wyjaśnia źródło w UE. Wśród tematów mają się znaleźć także sprawy zagraniczne.
Reklama

Twitterowa eurodyplomacja

Czas nie sprzyja, bo sierpień jest miesiącem urlopowym w instytucjach europejskich. Co prawda dyplomaci i przywódcy UE reagowali wczoraj na wypadki na Białorusi, ale ograniczyli się do pisemnych oświadczeń lub komunikatów za pośrednictwem portali społecznościowych. Nie było wystąpień na żywo. We wspólnym oświadczeniu szef unijnej dyplomacji Josep Borrell i komisarz ds. sąsiedztwa Oliver Varhelyi wezwali do dokładnego policzenia głosów w wyborach prezydenckich. Charles Michel napisał na Twitterze, że „przemoc nie jest rozwiązaniem”, a przewodniczący europarlamentu David Sassoli na tym samym komunikatorze pisał, że represje muszą się skończyć.

Reklama
Ale jak odnotowuje wiceszef polskiej dyplomacji Paweł Jabłoński, pomimo wakacyjnego okresu Unia Europejska odpowiedziała szybko i sprawnie na wybuch w Libanie. Bruksela wysłała ekipy ratunkowe i zadeklarowała wsparcie finansowe, do Bejrutu w weekend udał się sam Charles Michel. – Polska zabiega teraz, by sprawa Białorusi stała się kwestią numer jeden wbrew zauważalnym tendencjom w krajach zachodnich, by polityki wschodniej nie traktować z najwyższym priorytetem. Trudno w tej chwili przewidywać jak szybko tę Radę uda się zwołać, ale chcemy zmienić myślenie polityków europejskich o Białorusi – podkreśla.
Najgorsza w ocenie rządu w Warszawie jest teraz realizacja na Białorusi scenariusza ukraińskiego sprzed sześciu lat. Odłożenie podpisania umowy stowarzyszeniowej z UE przez prezydenta Ukrainy Wiktora Janukowycza wywołało na przełomie 2013 i 2014 r. masowe protesty. Brutalnie tłumiony przez władze Euromajdan ostatecznie zakończył się dymisją Janukowycza. Następstwem tamtych wydarzeń była aneksja Krymu przez Rosję. – Od tamtej pory Ukraina jest krajem mocno niestabilnym – mówi Paweł Jabłoński. – Najlepszym scenariuszem na Białorusi w tej chwili jest przede wszystkim uspokojenie sytuacji, by nie doszło do niekontrolowanego rozlania się działań, które pociągną kolejne ofiary – dodaje. Ale nie chodzi tu o utrzymanie status quo i wspieranie prezydenta Alaksandra Łukaszenki. – Polska nie jest od wskazywania tego, kto ma rządzić na Białorusi. W interesie Polski jest to, by rządził ten, kogo wybiorą Białorusini – podkreśla wiceminister spraw zagranicznych.

Nieprzewidziany rozwój wydarzeń

Poseł Platformy Obywatelskiej i były wiceminister spraw zagranicznych Paweł Kowal docenia ostatnie działania polskich władz, ale w jego ocenie przyszły one za późno i wciąż są za mało intensywne. – Powód tego jest prosty: wszyscy zakładali, że scenariusz będzie typowy dla Białorusi i że tak naprawdę nie dojdzie do żadnego poważnego kryzysu politycznego. Wybory prezydenckie miały się skończyć jak zawsze, a mobilizacja miała być niewielka. Stało się jednak odwrotnie i jest problem z tym, co robić dalej – komentuje Paweł Kowal.
Jego zdaniem Polska powinna być dobrze zorientowana w działaniach europejskiej i amerykańskiej dyplomacji. – Zainteresowanie wydarzeniami na Białorusi nie jest jakimś hobby. To element podstawowej dbałości o polską rację stanu. Wszystko, co się dzieje na Białorusi dzisiaj, może mieć wpływ na bezpieczeństwo naszego kraju – przypomina.
Chociaż represje wobec opozycji zaczęły się jeszcze w czasie kampanii, polska dyplomacja długo pozostawiała wypadki na Białorusi bez odpowiedzi. Przełomem była rozmowa telefoniczna ministra spraw zagranicznych Jacka Czaputowicza z jego białoruskim odpowiednikiem Uładzimirem Makiejem. Jak wczoraj komentował w wywiadzie dla PAP, władze białoruskie były świadome, że „rozwój stosunków z UE jest funkcją przestrzegania” europejskich wartości. Kolejną inicjatywą było wydane tydzień później wspólne oświadczenie szefów dyplomacji Trójkąta Weimarskiego. Czaputowicz wraz z ministrami spraw zagranicznych: Niemiec Heiko Maasem i Francji Jean-Yves Le Drianem zaapelowali do białoruskich władz o przeprowadzenie wolnych i uczciwych wyborów. Ale wówczas na Białorusi trwało już głosowanie przedterminowe, do którego – podobnie jak w niedzielę – nie dopuszczono zagranicznych obserwatorów, a wewnętrzne białoruskie organizacje niewspółpracujące z rządem donosiły o nieprawidłowościach i naruszeniach prawa wyborczego. Z kolei w niedzielę tuż po zamknięciu lokali wyborczych prezydenci Polski Andrzej Duda i Litwy Gitanas Nausėda razem zaapelowali o przestrzeganie podstawowych standardów demokratycznych, w tym praw mniejszości narodowych.

Bez Rosji ani rusz

Paweł Jabłoński broni linii rządu. Według niego oficjalnych działań nie można było podjąć jeszcze przed wyborami. – Chcieliśmy uniknąć sytuacji, którą władza białoruska mogłaby przedstawić jako ingerencję w wewnętrzne sprawy kraju – mówi. Ministerstwo Spraw Zagranicznych nie wyklucza jeszcze intensywniejszych działań, chociaż na razie – jak mówi jego wiceszef – trudno przewidywać możliwe kroki, takie jak unijne sankcje.
Polska ma długą tradycję współpracy z opozycją białoruską. Paweł Kowal podkreśla, że wbrew obiegowej opinii Białorusini nie zapomnieli o Polsce – w czasie kampanii powtarzano często, że Polska jest przykładem kraju sukcesu i możliwej drogi dla nich. Czy polskie władze zerwały relacje z opozycją w minionej kampanii? – O wielu inicjatywach możemy nie wiedzieć – zauważa polityk.
Rozwiązania są teraz dwa. Pierwsze to wsparcie dla protestujących na Białorusi i oczekiwanie na prozachodniego przywódcę. To jednak w ocenie Pawła Kowala jest mało prawdopodobne, bo nie ma krajów w UE gotowych na taką politykę, zwłaszcza że oznaczałoby to konfrontację z Rosją. Bardziej realna jest próba dogadania się z Rosją co do minimalnych zasad polityki wobec Białorusi. – W innych scenariuszach Rosja staje się dominującym punktem odniesienia – mówi.
Polska dyplomacja zamierza teraz zabiegać, by Unia Europejska w odpowiedzi na kryzys wyszła z ambitną propozycją, która przekona Białoruś, że kurs proeuropejski jest lepszy. – To jest skomplikowana operacja, bo z jednej strony nie może być zgody na to, co wydarzyło się w noc po wyborach. Z drugiej strony jednak trzeba dać możliwość dialogu, by Białoruś mogła usiąść do stołu – komentuje Paweł Jabłoński.
Chcemy przekonać naszych sąsiadów, że kierunek Europa jest lepszy