To pierwszy sprawdzian dla rządu Sáncheza po porażkach w walce z pandemią.
Mimo istotnych uwarunkowań regionalnych najważniejszy rezultat niedzielnych wyborów w Galicji i Kraju Basków to spektakularna porażka współrządzącego w Hiszpanii lewicowego bloku Zjednoczeni Możemy (UP) i osłabienie Hiszpańskiej Socjalistycznej Partii Robotniczej (PSOE) premiera Pedra Sáncheza. UP dosłownie zniknęła z politycznej mapy Galicji, nie dając rady przekroczyć 5-proc. progu.
Ugrupowanie wicepremiera Pabla Iglesiasa straciło 14 deputowanych w lokalnym parlamencie. Gabinet po raz czwarty utworzy Alberto Feijóo z konserwatywnej Partii Ludowej (PP), zdobywając 48 proc. głosów i absolutną większość. Co ciekawe, badania dotyczące przepływu elektoratu pokazały, że wyborcy UP nie głosowali na socjalistów, tylko przerzucili się na lewicowy Galicyjski Blok Nacjonalistyczny (BNG), który stał się drugą siłą polityczną w tej wspólnocie autonomicznej, zastępując PSOE w charakterze lidera opozycji.
Reklama
W Kraju Basków UP stracili prawie połowę z 11 deputowanych. Wygrała Nacjonalistyczna Partia Basków (PNV), a jej lider Íñigo Urkullu prawdopodobnie znów utworzy koalicyjny rząd z socjalistami. Podobnie jak w Galicji, wybory wzmocniły lewicowych nacjonalistów z bloku Jedność Kraju Basków, którzy ponownie znaleźli się na drugim miejscu. Zarówno personalnie, jak i programowo jest to następczyni partii Batasuna, politycznego skrzydła nacjonalistyczno-komunistycznej organizacji terrorystycznej ETA. Granicząca z cudem sztuka udała się w Kraju Basków narodowo-tradycjonalistycznej partii Vox, która zdobyła jeden mandat w lokalnym parlamencie.

Reklama
Hiszpańscy komentatorzy jednogłośnie podkreślają, że wyniki są oznaką niezadowolenia ze sposobu, w jaki Pedro Sánchez i jego rząd radzili sobie z pandemią koronawirusa. Zauważają też, że wspólną cechą partii realnie zyskujących na kryzysie – poza PP w Galicji – jest nacjonalizm, kwestionowanie monarchii i tendencje separatystyczne. W Hiszpanii, kraju należącym do grupy najciężej dotkniętych przez pandemię w Europie, stwierdzono 254 tys. zakażeń i prawie 30 tys. zgonów. Mnożą się tam oskarżenia, że rząd zlekceważył zagrożenie i zareagował zbyt późno.
W połowie czerwca tamtejszy związek zawodowy policji JUPOL pozwał 10 wysokich rangą urzędników państwowych za niedopełnienie obowiązków służbowych podczas pandemii. Najbardziej znaną osobą na liście jest główny epidemiolog kraju Fernando Simón z ministerstwa zdrowia, który jeszcze w marcu drwił z obaw współobywateli. Co gorsza, mimo otrzymania 2 marca zaleceń Europejskiego Centrum ds. Zapobiegania i Kontroli Chorób, które postulowało zakazanie imprez masowych, wbrew przepisom nie przekazał ich władzom sanitarnym poszczególnych wspólnot autonomicznych.
W efekcie 8 marca odbyły się masowe demonstracje feministyczne, które według żandarmerii przyczyniły się do gwałtownego rozprzestrzenienia się zarazy. A kiedy szef tej formacji w Madrycie płk Diego Pérez de los Cobos wszczął w tej sprawie śledztwo, został zdymisjonowany przez ministra spraw wewnętrznych Fernanda Grande-Marlaskę.