UE udaje się sztuka znoszenia lockdownu bez utraty kontroli nad epidemią. W krajach biedniejszych sytuacja jest daleka od opanowania
W sobotę Światowa Organizacja Zdrowia (WHO) poinformowała, że w ciągu poprzedniej doby doszło do ponad 212 tys. nowych zachorowań na COVID-19. To największy dzienny przyrost infekcji od początku epidemii. Według WHO na koronawirusa umiera ok. 5 tys. osób dziennie. Amerykański Uniwersytet Johnsa Hopkinsa, który agreguje napływające z całego świata dane o epidemii, podaje, że do tej pory potwierdzono obecność SARS-CoV-2 u blisko 11,3 mln osób, z czego ponad 531 tys. zmarło.
Za co czwarte nowe zakażenie odpowiadają USA, gdzie liczba nowych przypadków biła w ostatnim tygodniu kolejne rekordy, przekraczając raz dzienny próg 50 tys. O wypłaszczeniu krzywej można tam zapomnieć, choć jeszcze w czerwcu za sprawą lockdownu udało się ograniczyć roznoszenie choroby do ok. 20 tys. nowych infekcji dziennie. W ostatnich dniach koronawirus roznosił się coraz szybciej w 40 stanach, a w 36 rósł także odsetek testów na COVID-19, które dają pozytywny wynik.
Reklama
W sobotę liczba potwierdzonych zachorowań była nieco niższa niż w poprzednich dniach – ok. 43,7 tys. Analitycy obawiają się jednak nowych przyrostów po obchodzonym przedwczoraj Dniu Niepodległości. USA są krajem najboleśniej dotkniętym przez pandemię: zarejestrowano tam prawie 2,8 mln przypadków oraz blisko 130 tys. zgonów spowodowanych COVID-19. Szczególnie dramatyczna jest sytuacja na Florydzie, która odpowiada za blisko 20 proc. ogółu nowych przypadków koronawirusa, oraz w Arizonie – to stan z największą liczbą przypadków w przeliczeniu na milion mieszkańców.
Złe statystyki ma też Teksas, gdzie w ciągu ostatnich dwóch tygodni dzienna liczba zachorowań wzrosła ponad trzykrotnie. Od czwartku, decyzją gubernatora Grega Abbotta, na większości terytorium stanu istnieje obowiązek noszenia maseczek ochronnych w miejscach publicznych. Republikański polityk był zmuszony ugiąć się w obliczu lawinowego przyrostu liczby nowych przypadków koronawirusa i przepełnionych oddziałów intensywnej terapii. Wcześniej należał do przeciwników tego typu nakazów i prowadził politykę szybkiego odmrażania gospodarki. Maseczki obowiązują tym samym już w 21 z 50 amerykańskich stanów.

Reklama
Także w drugim z największych ośrodków COVID-19, Brazylii (ponad 1,5 mln potwierdzonych przypadków od początku pandemii, ponad 64 tys. zgonów), nadal nie udaje się zahamować rozprzestrzeniania się korona wirusa. Ostatnie dane dobowe mówią o blisko 40 tys. nowych zachorowań i ponad tysiącu zgonów. To właśnie Ameryki są dziś światowym epicentrum pandemii. Ameryka Łacińska odpowiada za kolejną, po USA, ćwiartkę potwierdzonych infekcji i ofiar śmiertelnych SARS-CoV-2. Krzywa zachorowań rośnie m.in. w Meksyku, gdzie do tej pory na COVID-19 zmarło już ponad 30 tys. osób. W sobotę zarejestrowano tam w ciągu doby ponad 6 tys. nowych przypadków.
Silny trend wzrostowy charakteryzuje też przebieg epidemii w Argentynie – w sobotę potwierdzono tam ponad 2,8 tys. nowych infekcji, choć jeszcze kilka tygodni temu dzienna liczba zachorowań nie przekraczała tysiąca. Generalnie pandemia w coraz większym stopniu ogarnia także kraje rozwijające się. COVID-19 szybko rozprzestrzenia się m.in. w Indiach, gdzie w niedzielę poinformowano o kolejnym rekordzie dobowych zachorowań – blisko 25 tys. W najbliższych tygodniach kraj może pod tym względem przekroczyć poziomy notowane w USA i Brazylii. W związku z coraz większym obciążeniem tamtejszej służby zdrowia rośnie też śmiertelność – liczba indyjskich ofiar wirusa zbliża się do progu 20 tys.
Epidemia szaleje też w RPA, gdzie w sobotę przekroczony został po raz pierwszy próg 9 tys. nowych przypadków, a jeszcze na początku czerwca dzienne przyrosty lokowały się na poziomie wyraźnie poniżej 2 tys. Obawy specjalistów budzi los całej Afryki, gdzie statystyki mogą być zaniżone przez niewielką skalę testowania, zaś słabość instytucji państwowych, skutki ekonomiczne epidemii oraz inne choroby mogą stworzyć sprzężenie zwrotne, które przyczyni się do znacznego podniesienia śmiertelności. Globalne Południe, pozbawione możliwości realizowania wielkich programów stymulacyjnych, może ponieść też większe koszty gospodarcze pandemii. Szybkim przyrostem zachorowań charakteryzuje się też Bliski Wschód.
Bardziej optymistycznie wygląda dziś sytuacja w Europie. W Wielkiej Brytanii w zeszłym tygodniu liczba zakażeń i zgonów spowodowanych COVID-19 spadła do poziomu nienotowanego od marca. W większości państw UE mimo znoszenia restrykcji liczbę infekcji udało się ustabilizować na poziomie najwyżej kilkuset przypadków dziennie. Poprawę widać też w danych o liczbie zachorowań w przeliczeniu na 100 tys. mieszkańców, które w ostatnim tygodniu spadały w zdecydowanej większości europejskich ognisk koronawirusa.
W Polsce, według danych podanych w niedzielę przez resort zdrowia, ostatniej doby odnotowano 231 nowych potwierdzonych zachorowań, z czego 87 miało miejsce w woj. śląskim. Zmarło pięć osób, co podniosło łączną liczbę ofiar śmiertelnych do 1517. Stabilizacja sytuacji w Europie nie oznacza jednak, że nie grożą jej kolejne fale epidemii. Także tutaj rządy muszą być gotowe do lokalnego przywracania lockdownów. Warto też przygotowywać się na scenariusz nałożenia się drugiej fali COVID-19 na sezon grypowy. Największy w historii program szczepionek na grypę, który ma pomóc zagwarantować płynność funkcjonowania szpitali, zapowiada w związku z tym brytyjski NHS.
Drugą falę epidemii udało się prawdopodobnie zatrzymać w Chinach, gdzie w czerwcu pojawiło się pierwsze od wielu tygodni nowe ognisko wirusa i doprowadziło do ponad 300 nowych zachorowań. Według danych WHO z niedzieli w ciągu poprzedniej doby potwierdzono 19 infekcji SARS-CoV-2. Od początku maja w Chinach na COVID-19 zmarły tylko dwie osoby.