Liczba potwierdzonych w Japonii przypadków koronawirusa przekroczyła we wtorek 2 tys., nie licząc 712 osób zakażonych na wycieczkowcu Diamond Princess. Łącznie 70 osób zmarło. Władze zaprzeczają spekulacjom, że planują wprowadzenie stanu wyjątkowego.

Premier Shinzo Abe ogłosił natomiast środki ochrony członków swojego gabinetu przed infekcją, która mogłaby utrudnić walkę kraju z epidemią. Zgodnie z zapowiedzią wicepremier Taro Aso ze względów bezpieczeństwa nie będzie uczestniczył w posiedzeniach, w których bierze udział Abe – przekazał rzecznik rządu.

Według dziennika „Mainichi Shimbun” premier zaprzeczył jednak doniesieniom, że zamierza wprowadzić w kraju stan wyjątkowy i zakazać mieszkańcom wychodzenia z domów. Na poniedziałkowym zebraniu zarządu swojej partii Abe miał nazwać te informacje „fake newsem” - podała we wtorek gazeta.

Minister gospodarki Yasutoshi Nishimura oświadczył tego samego dnia, że Japonia nie znalazła się jeszcze w sytuacji wymagającej wprowadzenia stanu wyjątkowego. Dodał jednak, że sytuacja jest niepewna. „Gdybyśmy choć trochę poluźnili kontrolę, wzrost (liczby zachorowań) nie byłby zaskakujący” - powiedział.

Reklama

Wcześniej spekulacje o ogólnokrajowym stanie wyjątkowym dementował główny sekretarz rządu Yoshihide Suga. „Nie ma w tym prawdy. Zaprzeczam temu kategorycznie. Nie jest też prawdą, że rozpoczęliśmy proces, aby to ogłosić” - powiedział w poniedziałek na konferencji prasowej, cytowany przez "Mainichi Shimbun".

Agencja Reutera zwraca uwagę, że ewentualna blokada w Japonii nie przypominałaby zakazów wprowadzonych w niektórych krajach Europy czy w USA. Zgodnie z japońskim prawem władze mogą jedynie poprosić ludzi o pozostanie w domach, ale nie jest to wiążące - wyjaśniła agencja.

Tymczasem 7,1 proc. respondentów ankiety przeprowadzonej w Tokio i sąsiednich prefekturach przez firmę zarządzającą komunikatorem internetowym Line we współpracy z japońskim ministerstwem zdrowia zadeklarowało, że ma co najmniej jeden objaw zakażenia koronawirusem – podała we wtorek agencja Reutera.

Według oficjalnych danych w Tokio wykryto dotychczas 443 infekcje groźnym patogenem. Gubernator miasta Yuriko Koike apelowała do mieszkańców, aby w miarę możliwości pracowali zdalnie i nie wychodzili z domów, o ile nie jest to konieczne.

W ankiecie Line Corp. wzięło udział w dniach 27-30 marca prawie 64 tys. osób, a co najmniej jeden objaw zgłosiło ok. 4,5 tys. z nich. Posiadanie objawów, takich jak gorączka czy kaszel, nie potwierdza jednak zakażenia koronawirusem.