Rząd wdraża bezprecedensowe środki, by nie tyle zatrzymać, a spowolnić pochód koronawirusa. Zamknięte bary, restauracje, granice, zgromadzenia ograniczone do 50 osób - to obostrzenia, z jakimi spora część społeczeństwa nie miała do tej pory do czynienia. Starsi pamiętają takie restrykcje, ale w zupełnie innym kontekście.
Może nie będzie przesadą stwierdzenie, że to, czego jesteśmy świadkami, jest wydarzeniem, o którym nasi potomkowie będą czytać w książkach od historii. Walka z pandemią koronawirusa to wydarzenie z gruntu historyczne, kwintesencja “stress testu”, przed jakim może stanąć państwo, jego struktury i społeczeństwo. Wydarzenie o daleko idących konsekwencjach, nie tylko o charakterze socjologiczno-psychologicznym, ale i politycznym. Ten ostatni aspekt jest szczególnie istotny, jako że jesteśmy w trakcie kampanii wyborczej - w tym momencie kompletnie nieprzewidywalnej i zepchniętej zupełnie na drugi plan.
Z każdym dniem rząd wprowadza kolejne ograniczenia. Wszyscy już oswoiliśmy się z myślą, że przez najbliższe dwa tygodnie szkoły, kina czy teatry będą zamknięte, a pracę - o ile to możliwe - trzeba będzie wykonywać w sposób zdalny. Dziś doszły kolejne restrykcje. Już od soboty zawieszona zostanie działalność restauracji, pubów, klubów, barów czy kasyn. Niedozwolone będą zgromadzenia powyżej 50 osób, w tym msze święte (co jednoznacznie przecina lawirowanie Episkopatu w tej kwestii). Ograniczona ma być także działalność galerii handlowych. W nocy z soboty na niedzielę restrykcje zostaną zaostrzone.
Załóż konto lub zaloguj się
i zyskaj dostęp na 14 dni za darmo.
Materiał chroniony prawem autorskim - wszelkie prawa zastrzeżone.
Dalsze rozpowszechnianie artykułu za zgodą wydawcy INFOR PL S.A. Kup licencję.