Reklama

Zatrzymanych pod koniec stycznia zostało sześć osób. Były poseł Mariusz Antoni K., urzędniczka Ministerstwa Obrony Narodowej Agnieszka M., były członek zarządu Polskiej Grupy Zbrojeniowej Radosław O., były dyrektor biura marketingu PGZ Robert K., były dyrektor wykonawczy spółki Robert Sz. oraz były rzecznik prasowy resortu obrony i szef gabinetu politycznego ministra obrony Bartłomiej M.

Dwie pierwsze osoby są na wolności, ale musiały wpłacić poręczenie majątkowe (odpowiednio 50 i 100 tys. zł) oraz mają zakaz opuszczania kraju. Cztery pozostałe trafiły wówczas na trzy miesiące do aresztu. W środę sąd rozpatrzy wniosek prokuratury o przedłużenie aresztu. – Złożyliśmy go, ponieważ jeszcze nie udało nam się zakończyć postępowania, a istnieje obawa matactwa i osadzeni są zagrożeni surową karą – wyjaśnia Andrzej Dubiel, rzecznik prasowy prokuratury okręgowej w Tarnobrzegu.

Byli pracownicy PGZ i MON zostali zatrzymani w związku ze śledztwem dotyczącym wyrządzenia szkody majątkowej Polskiej Grupie Zbrojeniowej. Chodzi o zawieranie fikcyjnych umów szkoleniowych. Strata ma wynosić ponad 3 mln zł. Jako pierwsi pisaliśmy na łamach DGP, że z tą sprawą łączy się wątek organizacji targów zbrojeniowych w Nadarzynie. W tym wypadku Bartłomiej M. i Mariusz Antoni K. mieli się powoływać na wpływy w resorcie obrony i oferować pomoc w organizacji tego przedsięwzięcia. W końcu jednak targi się nie odbyły. Z kolei „Tygodnik Sieci” szczegółowo opisywał kwestie szkoleń, które miały być fikcyjne. Dla PGZ miało je prowadzić Stowarzyszenie dla Dobra Rzeczpospolitej, a śledczy uważali, że dokumenty były antydatowane, a koszt godziny szkolenia jednego pracownika miał wynieść prawie 2 tys. zł.

Niejasności pojawiły się również przy organizacji koncertu „Głos Wolności”, który był zaplanowany na placu Piłsudskiego, ale ostatecznie odbył się w pobliskim hotelu. Nie wiadomo jednak, na ile mocny jest to zarzut, ponieważ koncert został przeniesiony ze względu na złe warunki pogodowe i dlatego robiono to w ostatnim momencie. Ideą przewodnią koncertu było upamiętnienie powstania Komitetu Obrony Robotników.

Publikacja „Tygodnika Sieci” bazująca na dokumentach Centralnego Biura Antykorupcyjnego ukazała się w maju 2018 r., a samo CBA miało złożyć zawiadomienie do prokuratury już pod koniec 2017 r. Tymczasem do zatrzymań doszło dopiero rok później, na początku 2019 r. Z relacji osób znających kulisy sprawy można usłyszeć, że realizacja była robiona „na szybko”.

– Moim zdaniem była to próba przykrycia afery Srebrnej – mówi jeden z naszych rozmówców. Faktycznie zatrzymanie zbiegło się w czasie z publikacją przez „Gazetę Wyborczą” informacji o planach budowy wieżowców przez spółkę Srebrna i treści rozmów biznesowych prowadzonych m.in. przez Jarosława Kaczyńskiego.

Według naszych informacji, stawiając zarzuty o działaniu na szkodę, prokuratura nie miała np. opinii biegłego w zakresie rzekomo wyrządzonej szkody. O taką opinię prokuratorzy mieli wystąpić do biegłego już po zatrzymaniu podejrzanych. Prokuratura w Tarnobrzegu nie chciała tego komentować.

– Jestem przekonany, że areszt zostanie przedłużony. Choćby dlatego, że w tej sprawie przez te trzy miesiące naprawdę niewiele się wydarzyło – komentuje inny z naszych rozmówców, który jest prawnikiem.

– Jesteśmy tuż przed wyborami do europarlamentu, wypuszczenie zatrzymanych na wolność wydaje się naprawdę mało realne – dodaje.

Trudno szacować, ile będzie trwało postępowanie prokuratorskie. – Postępowanie idzie w tempie ślimaczym. Nikt nie ma interesu, by się z tym spieszyć. Jeśli sąd teraz, przed eurowyborami przedłuży areszt, to nie zdziwiłbym się, gdyby te cztery osoby posiedziały za kratkami nawet do wyborów sejmowych – spekuluje nasz rozmówca.