Nie bez powodu irlandzki premier Leo Varadkar zawiózł w zeszłym tygodniu do Brukseli wielką laurkę z podziękowaniami. Unia Europejska w negocjacjach z Wielką Brytanią stoi murem za Irlandią.
W zupełnie innej sytuacji jest brytyjska premier Theresa May, która po drugiej stronie kanału La Manche nie może liczyć na żadną taryfę ulgową. Jej rozmówcy w Brukseli w zeszłym tygodniu twardo trzymali się swojego stanowiska, mówiąc jej, że nie ma możliwości zmian w wynegocjowanej umowie brexitowej.
Upór UE w negocjacjach z Londynem bywa czasem trudny do zrozumienia. Na pierwszy rzut oka może wyglądać to tak, jakby cały kontynent stał się zakładnikiem 500-kilometrowej, położonej na rubieżach Europy granicy pomiędzy Irlandią a Irlandią Północną. Ta jedna kwestia dzieli obie strony od zawarcia porozumienia i przeprowadzenia całej brexitowej operacji w sposób uporządkowany i płynny. Bez umowy dojdzie do zerwania liczących 40 lat więzi Wielkiej Brytanii z UE w jedną noc z 29 na 30 marca.