Do tej pory prezes PiS Jarosław Kaczyński nie występował w roli takiego twardego biznesmena, który oto zdobywa setki milionów złotych dla swojej partii - powiedział prezydent stolicy Rafał Trzaskowski komentując doniesienia "GW" dot. dotyczące rozmowy m.in. prezesa PiS z austriackim biznesmenem.

"Gazeta Wyborcza" opublikowała we wtorek stenogram nagrania rozmowy m.in. prezesa PiS Jarosława Kaczyńskiego z austriackim biznesmenem Geraldem Birgfellnerem, która dotyczy planów budowy w Warszawie dwóch wieżowców przez powiązaną ze środowiskiem PiS spółkę Srebrna. Ujawniona rozmowa odbyła się 27 lipca 2018 r. w siedzibie Prawa i Sprawiedliwości przy ul. Nowogrodzkiej w Warszawie. Wzięli w niej udział Jarosław Kaczyński, jego brat cioteczny Grzegorz Tomaszewski, austriacki biznesmen Gerald Birgfellner powiązanym rodzinnie z prezesem PiS i jego wspólniczka, pełniąca jednocześnie rolę tłumaczki.

W nagranej rozmowie Birgfellner m.in. przekonuje Kaczyńskiego, że "nie jest oszustem" i przedstawia dokumenty potwierdzające wykonane przez niego prace. Prezes PiS potwierdza, że plan inwestycji został wstrzymany. "Wszystko wiem, przecież ja nie chcę nikogo oszukiwać. Ja wiem, że to wszystko było robione dla nas. Ja bym chciał zapłacić, tylko muszą być do tego podstawy w papierach. Gdyby do tych wszystkich opracowań, które tu są, były dołączone rachunki. Ile to kosztowało, znaczy, jaka firma za to bierze" - mówił Kaczyński cytowany przez "Wyborczą".

Reklama

Prezes PiS proponuje też Austriakowi, aby wystąpił o zapłatę do sądu. "Według mnie to najprostsza droga, żeby tę sprawę załatwić. Ja wtedy będę mógł być może jakoś w tej sytuacji przekonać zarząd do tego, żeby poszli na ugodę (...). Jeżeli chodzi o mnie, to spokojnie mogę zeznać przed sądem, że tak, to było robione dla spółki Srebrna" - mówi prezes PiS.

Kaczyński odnosi się też w rozmowie do działań władz stolicy, które nie chcą wydać odpowiednich dokumentów umożliwiających budowę wieżowców. "Tamci nielegalnie nam to uniemożliwiają. I w związku z tym nie mamy innego wyjścia, jak to załatwić, ponieważ jesteśmy uczciwi i chcemy załatwić sprawy finansowe" - podkreśla prezes PiS, nakłaniając Austriaka do złożenia pozwu przeciw Srebrnej. Kaczyński informuje też, że sam rozważa wystąpienie z pozwem przeciw stołecznemu ratuszowi i politykom PO, którzy "odgrażali się, że nigdy nie pozwolą" na budowę.

Reklama

Odnosząc się do publikacji "GW" Trzaskowski przyznał w Radiu Zet, że "dla niego interesujące było, dlaczego wybory w Warszawie były tak niesamowicie istotne dla PiS-u, żeby zrobić w telewizji publicznej temat, który właściwie nie schodził z ramówki od rana do wieczora". "Teraz widać, że gdyby wygrał w Warszawie PiS, to można by realizować dużo łatwiej milionowe interesy dla partii politycznych" - dodał.

Dopytywany, co w tym dziwnego, że pewna spółka chce wybudować wieżowiec w centrum miasta, odpowiedział: "Nie jest zwyczajne to, że to jest spółka, która jest kontrolowana przez polityków, którzy zawsze mówili, że chcą tropić układ tych, którzy się uwłaszczyli na majątku państwa, a tutaj mamy partię PiS, która się uwłaszczyła na majątku państwa i chce budować inwestycje za setki milionów złotych". "Do tej pory Jarosław Kaczyński nie występował w roli takiego twardego biznesmena, który oto zdobywa setki milionów złotych dla swojej partii" - dodał.

"Zastanawiam się, gdyby udało się wybudować ten budynek i rzeczywiście mieć zastrzyk rzędu setek milionów rocznie, czy tam 80 mln rocznie dla PiS-u, to pewnie PiS by wystąpił o to, żeby już nie finansować partii z budżetu państwa" - powiedział. Jak zaznaczył, "wtedy ciekawe, kto mógłby z nimi współzawodniczyć na tym rynku politycznym, gdyby z jednej strony była partia, która ma 100 mln rocznie, a z drugiej strony inna, która nie miałaby żadnych dochodów".

Trzaskowski został też zapytany, czy gdyby dziś dostał wniosek na biurko, czy wydałby zgodę na budowę wieżowca. Prezydent odpowiedział, że "na początku nie było zgody dlatego, że ten budynek, który tam stoi, był wpisany do rejestru zabytków".

Podkreślił też, że starano się, aby postawić budynek o wysokości 190 metrów. "W ocenie wszystkich, którzy się zajmują architekturą, tam budynek może mieć najwyżej 30 metrów, ale to się nie podobało wnioskodawcom. Nikt nie mówił, że tam nie może stanąć budynek, tylko chodziło o to, żeby wybudować największy budynek i żeby zarabiać na nim grube, grube pieniądze" - mówił. Przyznał przy tym, że na tak wysoki budynek w tym miejscu on także by się nie zgodził.

Jeszcze w poniedziałek rzeczniczka PiS Beata Mazurek odniosła się na Twitterze do - zapowiadanego wówczas - artykułu "GW". "+Pseudo rewelacje+ o których tak dziś głośno na TT to kolejny art. GW o spółce Srebrna. Te same plotki i spekulacje, które słyszymy od lat" - napisała Mazurek.