Zdaniem Anny Żukowskiej z SLD "akcja Tęczowy piątek była inicjatywą, która wyszła od uczniów". Prowadzący program powiedział, że jednak wcześniej organizacja pozarządowa Akcja Przeciwko Homofobii rozsyłała mailowo materiały na temat akcji. Jednak, jak mówiła Żukowska organizacja pozarządowa też jest ruchem oddolnym. "uczniowie, jeśli chcą się czegoś dowiedzieć (...) to się tego dowiedzą. Naprawdę mamy internet i nie jest trudno wyszukać sobie takie informacji jakie chcemy" - powiedziała Żukowska.

Jej zdaniem "Tęczowy piątek" miał na celu "przeciwdziałanie dyskryminacji z różnych powodów: orientacji seksualnej, identyfikacji płciowej i szeroko pojętej inności". "Chodziło o to, żeby przekazać uczniom: taki, jaki jesteś zasługujesz na szacunek" - zaznaczyła.

Reklama

Adam Andruszkiewicz z partii Wolni i Solidarni uważa, że "sprawy seksualne, intymne powinny zostać w domu", a nie "być przynoszone do szkół". Jak wyjaśnił, jest "przeciwnikiem rozmawiania z dziećmi o tego typu sprawach". Jego zdaniem przez wieki w Polsce i innych państwach sprawy relacji intymnych poruszane były w domu, w odpowiednim czasie.

Tomasz Jaskóła z Ruchu Kukiz'15 powiedział, że "jako rodzic chciałby wiedzieć, czy takie zajęcia będą się odbywać w szkole jego dzieci". Zdaniem Jaskóły, "takie lekcje powinny odbywać się zdecydowanie poza szkołą". "Szkoła nie była i nie powinna być w ten sposób indoktrynowana" - wyjaśnił. Powiedział, że uczy swoje dzieci tolerancji samodzielnie i "to spokojnie wystarcza".

Reklama

Zdaniem Jaskóły akcje, takie jak "Tęczowy piątek" są przekraczaniem "kolejnych barier, co może doprowadzić do żądania adopcji dzieci przez osoby homoseksualne". Jak zaznaczył,nie zgadza się na takie adopcje, ponieważ jest konserwatystą.

Jaskóła powiedział, że jest wielbicielem Oscara Wilde'a i bardzo wielu innych gejów, którzy byli fenomenalnymi artystami np. Leonarda Da Vinci, który również był homoseksualistą. "Ich orientacja seksualna mnie kompletnie nie interesuje, ale nie chciałbym, żeby przekraczać smak człowieczeństwa" - mówił. "Nie można przekraczać granicy dobrego smaku. Nie chciałbym, aby mój syn i córki widzieli pana z piórkiem w tyłku". Przywołał też sytuację, "kiedy facet biegał w rajstopach i z czerwonym stanikiem na głowie, co miało miejsce na marszu w Częstochowie".

Paweł Sałek z Kancelarii Prezydenta RP uważa, że akcja "tęczowy piątek" nie powinna mieć miejsca w szkole. Zastanawiał się "czy rada rodziców miała informacje, że w tych szkołach, taka akcja będzie się odbywać". Sałek przypomniał zapis z konstytucji, który mówi o tym, że "rodzice mają prawo wychowywać dzieci zgodnie ze swoim światopoglądem".

Zdaniem Jana Libickiego z PSL "sposób przeżywania własnej seksualności jest czymś bardzo intymnym i intymnie powinien być przeżywany. Nie powinien być przedmiotem manifestacji ulicznych, ani wykładów szkolnych, ani innych publicznych przedsięwzięć". Jak powiedział, osoby homoseksualne przy pomocy internetu mogą nawiązać prywatny kontakt ze stowarzyszeniem LGBT jeśli chcą się czegoś na ten temat dowiedzieć.

Zdaniem Ryszarda Czarneckiego z PiS akcja odniosła klęskę. Jak mówił: "zdrowa reakcja opinii publicznej, rodziców, dziennikarzy, nauczycieli spowodowało fiasko tej akcji", w której wzięło udział niewiele szkół.

Akcję "tęczowy piątek" na 26 października planowała Kampania Przeciw Homofobii - ogólnopolska organizacja pozarządowa działająca na rzecz osób homo-, biseksualnych i transpłciowych (LGBT). "Tęczowy piątek" miał się odbyć w 211 szkołach w Polsce. Jak tłumaczyli na swojej stronie internetowej organizatorzy, jest ona po to, by "nauczyciele i nauczycielki pokazali swoim uczniom i uczennicom, że szkoła jest miejscem, gdzie każdy może być sobą". Szkoły, które podjęły tę inicjatywę otrzymały od KPH zestaw materiałów edukacyjnych, plakaty i "tęczowe gadżety". Pierwszy "tęczowy piątek" w polskich szkołach zorganizowano w 2016 roku.