Około 20 tys. osób przeszło w sobotę ulicami Warszawy w demonstracji Ogólnopolskiego Porozumienia Związków Zawodowych. Związkowcy domagali się m.in. podwyższenia wynagrodzeń i przywrócenia prawa do emerytur pomostowych.

Sobotnia demonstracja Ogólnopolskiego Porozumienia Związków Zawodowych (OPZZ) odbyła się pod hasłem "Polska potrzebuje wyższych płac!". Demonstranci przeszli ulicami Warszawy z placu Trzech Krzyży przed Kancelarię Prezesa Rady Ministrów. Według organizatorów zgromadziło się tam około 20 tys. osób.

W manifestacji wzięli udział m.in. związki zawodowe nauczycieli, wojska, górników, pracowników ZUS, pracowników sądownictwa, weterynarzy, psychologów, zawodów medycznych, usług publicznych, rolników, opieki społecznej, pracowników transportu kolejowego, drogowego, morskiego i lotniczego, pracowników przemysłu spożywczego i poczty. Protestujący nieśli flagi związkowe i transparenty z hasłami, m.in.: "Mamy dość pracy do śmierci", "Stop wygaszaniu emerytur pomostowych", "F-16 startuje, pracownik wojska głoduje", "Mamy dość kolejek do lekarza" i "Chcemy pełnego odmrożenia Zakładowego Funduszu Świadczeń Socjalnych".

Reklama

Podczas demonstracji szef OPZZ Jan Guz zwrócił uwagę, że kilka tygodni temu związkowcy zapowiadali przyjazd do Warszawy na spotkanie z premierem Mateuszem Morawieckim, jednak - jak twierdzą - premier nie zdecydował się z nimi spotkać. "Dość mamy życia za 1500 złotych, dość mamy obniżania wynagrodzeń. Żądamy, żeby pan premier przybył i z nami rozmawiał" - mówił Guz. Wtórowały mu okrzyki tłumu: "Gdzie jest premier?".

Guz podkreślił, że związkowcy mają dość mówienia, że w budżecie są pieniądze, jednak nie dla nauczycieli i emerytów. "Nasza płaca nie wystarcza na przeżycie. Nasze rodziny umierają z głodu" - powiedział. Dodał, że związkowcy mają "dość złych reform rządu, dość nieudanej reformy edukacji, dość złych zmian w ochronie zdrowia i w sądach". "Ogólnie mamy dość pańskich pomysłów (...). Mamy dość braku dialogu, kiedy pan rozmawia tylko z jedną, wybraną grupą, mamy dość kłamliwych wypowiedzi, że dialog trwa. To nieprawda" - stwierdził, zwracając się do premiera.

Reklama

Na placu Trzech Krzyży do protestujących dołączyli uczestnicy ogólnopolskiej manifestacji zorganizowanej przez ZNP. Domagali się oni zwiększenia nakładów na edukację, w tym podwyżek o tysiąc złotych dla nauczycieli oraz dymisji minister edukacji narodowej Anny Zalewskiej. Jak zaznaczył prezes ZNP Sławomir Broniarz, dobra edukacja jest "polską racją stanu". "Mamy dobrą szkołę, dobrych nauczycieli i głodowe pensje. Mamy najniższy poziom wynagrodzenia nauczycieli w zjednoczonej Europie. Tak dalej być nie może" - przekonywał.

Zdaniem Broniarza średnia pensja nauczyciela w Polsce wynosi 26 tys. zł rocznie. "To jest około 2 tys. zł miesięcznie. To jest pensja nauczyciela z wyższymi studiami, z dwoma, trzema kierunkami. Tak dalej być nie może. To są głodowe pensje, głodowe płace, którymi chcemy przyciągnąć do tego zawodu młodych ludzi" - mówił. Odpowiedziały mu okrzyki: "Hańba!".

Przypomniał, że kiedy minister edukacji Anna Zalewska wprowadzała reformę, "to miało nic nie kosztować". "Rodzice mieli tego nie zauważyć, miały tego nie zauważyć dzieci. To były kłamstwa, panie premierze" - ocenił.

Przewodnicząca Związku Zawodowego Pracowników ZUS Beata Wójcik zaznaczyła, że pracownicy ZUS są najgorzej zarabiającą grupą w kraju. "Już w 2008 r. zawarliśmy porozumienie z prezesem na podwyżkę wynagrodzeń. Szkoda, że to porozumienie nie doczekało się realizacji i dziś mamy szarą rzeczywistość" - stwierdziła. Zdaniem Wójcik ponad 70 proc. pracujących w ZUS nie osiąga przeciętnego wynagrodzenia w gospodarce narodowej. "To hańba, że pracownicy tak mało zarabiają, posiadając wyższe wykształcenie i wieloletni staż pracy" - oceniła.

Podkreśliła, że pracownicy ZUS często wypracowują dodatkowe godziny, nakładane są na nich dodatkowe obowiązki bez podnoszenia wynagrodzeń. "Nie ma naszej zgody na takie zachowanie. Nie ma dialogu w zakładzie, nie ma socjalu, odpowiedniego zabezpieczenia. A w zamian, co mamy? Zwalnianie pracowników, wysyłanie ich na przymusowe emerytury. Domagamy się godnej płacy i zapłaty za nadgodziny" - powiedziała.

Jak powiedział członek prezydium OPZZ Leszek Miętek, protestujący złożyli petycję w KPRM. "Zwróciliśmy w niej panu premierowi uwagę na to, że jesteśmy obywatelami Rzeczypospolitej, że mamy realne problemy, które chcielibyśmy rozstrzygnąć na drodze dialogu społecznego. Oczekujemy spotkania z premierem" - mówił. Dodał, że znalazły się w niej postulaty m.in. podniesienia wynagrodzeń, wprowadzenia uprawnień do emerytury pomostowej po 35 latach pracy dla kobiet i 40 dla mężczyzn oraz przywrócenia wcześniejszych emerytur.