Wyobraźcie sobie trójkę wyborców. Jedynka to zamożny wielkomiejski prawnik, który uważa, że w życiu nie ma darmowych obiadów. Jednocześnie nie ma żadnego problemu z tym, by jego gejowscy przyjaciele mogli się wreszcie pobrać. Dwójka jest kasjerką. Ciężko pracuje i każdy program zasiłkowy to dla niej realna pomoc. Zarazem z niepokojem obserwuje, że o zajęcie musi konkurować z jeszcze tańszymi napływowymi pracownikami.
Wyciąga więc logiczny wniosek, że imigrację trzeba wreszcie jakoś uregulować i bardzo ją denerwuje, że media nazywają ją z tego powodu ksenofobką. I wreszcie trójka: drobny przedsiębiorca z prowincji, który jest głęboko religijny i uważa, że aborcja to zło. Ale w czasie niedawnego kryzysu uchodźczego mocno angażował się w pomoc dla przybyszów, motywując to biblijnym „głodnego nakarmić, spragnionego napoić”.
Jeśli naniesiemy poglądy polityczne naszej trójki na klasyczną oś prawica – lewica, dostajemy pełną mieszankę poglądów. Jak to w życiu, każdy z nich ma przekonania częściowo konserwatywne, a częściowo progresywne. Jedni są progresywni ekonomicznie, ale konserwatywni światopoglądowo. Inni odwrotnie. Przychodzi moment wyborów politycznych. Na kogo głosują? Najpewniej będzie 3:0 dla prawicy. Najlepsze, co może w takim gronie ugrać lewica, to głos prawnika i rezultat 1:2.
Załóż konto lub zaloguj się
i zyskaj dostęp na 14 dni za darmo.
Materiał chroniony prawem autorskim - wszelkie prawa zastrzeżone.
Dalsze rozpowszechnianie artykułu za zgodą wydawcy INFOR PL S.A. Kup licencję.