Parafianowicz: Trumpizmy w grze o atom

 O Donaldzie Trumpie niewiele rzeczy można powiedzieć „na pewno”. Jedną z nich jest miłość do Twittera, na którym prezydent z powodzeniem konkuruje z największymi tuzami mediów społecznościowych.

3347453-i02-2018-102-00000150a.jpg

W tym kontekście forma, w której odwołał spotkanie w Singapurze z Kim Dzong Unem, była zaskakująca. Twitterowy producent kontentu napisał najprawdziwszy list. Na papierze. Z pieczątkami i zamaszystym podpisem. Jak w czasach Marka Aureliusza albo domniemanej korespondencji między Kozakami zaporoskimi i sułtanem. Co prawda prezydent USA nie nazywa w nim Kim Dzong Una niechrzczonym łbem i nie odwołuje się do argumentu „całowania w d...ę”. Mimo to analogowa forma godnie wpisuje się w tradycję dokumentowania wielkich wydarzeń. Widzimy w niej polityka, którego nie sposób dostrzec w ograniczonych do 280 znaków aforyzmach.

Pozostało 76% treści
Ten artykuł przeczytasz tylko z aktywną subskrypcją Premium.
Teraz z Płatnościami powtarzalnymi BLIK
zyskasz dostęp do wszystkich treści
za 29 zł / miesiąc przez 3 miesiące


Możesz anulować w dowolnym momencie.
Źródło: Dziennik Gazeta Prawna
Autopromocja
381536mega.png
381439mega.png
381557mega.png
©℗

Materiał chroniony prawem autorskim - wszelkie prawa zastrzeżone.

Dalsze rozpowszechnianie artykułu za zgodą wydawcy INFOR PL S.A. Kup licencję.