Światowe Forum Ekonomiczne w Davos jest przereklamowane i właściwie dość nudne. To typowe polityczno-biznesowe targowisko próżności, pudrowane troską o nierówności społeczne, wodę w Afryce czy los słoni. Według mnie świata nikt tam nie zmienia i nie wyznacza trendów w dyskusji o tym, co dzisiaj jest najważniejsze.



Nie znaczy to jednak, że można tę imprezę ignorować, pominąć w kalendarzu czy stwierdzić, że ma się akurat coś lepszego do roboty, jeśli jest się politykiem czy prezesem dużej firmy. Najlepiej widać to po liście gości. Prezydent USA Donald Trump przybył z ponad 100-osobową świtą, stawiając na nogi szwajcarskie wojsko, policję i ochroniarzy ściąganych z całego kraju. Angela Merkel i Emmanuel Macron pokazali, że to wokół osi Berlin – Paryż kręci się cała Unia Europejska. Europa to jednak nie cały świat, a tylko jego niewielki kawałek. W Davos widać to doskonale, bo więcej emocji na forum wzbudza pojawienie się przedstawicieli największych na świecie gospodarek rozwijających się. W tym roku spotkanie w górskim kurorcie otwierało przemówienie premiera Indii Narendry Modiego.