Ministerstwo sprawiedliwości domaga się przedstawienia mu memorandum przygotowanego przez biuro Nunesa, które ma zawierać "szokujące wiadomości" na temat postępowania FBI wobec Donalda Trumpa i jego otoczenia oraz niechęci do prezydenta - podaje ABC News.

Zastępca prokuratora generalnego Stephen Boyd ostrzega w liście do Nunesa, że udostępnienie dziennikarzom tego dokumentu zanim trafi on do ministerstwa i służb bezpieczeństwa byłoby posunięciem "bezprecedensowym i niebezpiecznym". Co więcej, zdaniem ministerstwa memorandum zawiera zarzuty, które są całkowicie bezpodstawne.

"Nie rozumiemy, dlaczego komisja (Nunesa) zabiega o udostępnienie utajnionego i dotyczącego wrażliwych kwestii (...) materiału bez konsultacji z członkami społeczności wywiadowczej, którzy się tym zajmują" - głosi list.

Reklama

Demokraci w Kongresie i wiele amerykańskich mediów oskarża GOP o to, że memorandum Nunesa to część kampanii wymierzonej w FBI i prokuratora specjalnego Roberta Muellera, który bada sprawę ingerencji Rosji w wybory w USA oraz ewentualnej zmowy sztabu Trumpa z przedstawicielami Kremla i który teraz przygotowuje się do przesłuchania samego prezydenta.

Problem w tym, że nie wiadomo, co memorandum Nunesa zawiera prócz niejasnych zarzutów, że FBI inwigilowało niektórych współpracowników Trumpa - podaje ABC News i przypomina, że w istocie po wszczęciu śledztwa w 2016 roku sprawie zwanej już Russiagate Biuro w ciągu kilku tygodni otrzymało zezwolenie na monitorowanie doradcy Trumpa Cartera Page'a.

Reklama

Jak pisze dziennik "The Hill", "Republikanie podrzucają pomysł, że FBI i ministerstwo sprawiedliwości stworzyły +tajne stowarzyszenie+, które spotykało się i knuło, jak podważyć (pozycję) prezydenta Trumpa".

Gazeta pisze też, że zarzuty te "pozbawione są kontekstu i kongresmeni przyznają, że nie są pewni, o co w tym chodzi".

ABC News i inne media zwracają uwagę na to, że kampanii GOP wymierzonej w FBI i komisję Muellera towarzyszy akcja #ReleaseTheMemo, domagająca się udostępnienia memorandum, z którego na razie przeciekają tylko szczątkowe informacje, przekazywane przez republikańskich kongresmenów. I jak pisze "Newsweek", problem polega na tym, że za rozsyłaniem i propagowaniem tej kampanii mogą stać rosyjskie trolle.

Według stowarzyszenia Alliance for Securing Democracy (łączącego Republikanów i Demokratów) akcja #ReleaseTheMemo powiązana jest z 600 kontami na Twitterze uznawanymi za "operacje rosyjskich wpływów" - podaje "Newsweek".

Przywódcy Demokratów w Senacie i Izbie Reprezentantów zwrócili się do szefów Facebooka i Twittera Marka Zuckerberga i Jacka Dorseya z prośbą o wyjaśnienie tych zarzutów. "Jeśli są one prawdziwe, to jesteśmy świadkami trwającego właśnie ataku rosyjskiego rządu przy użyciu mediów społecznościowych powiązanych z Kremlem, które działają w ten sposób, by ingerować w nasze procesy demokratycznej i wpływać na nie" - głosi list do Zuckerberga i Dorseya, cytowany przez "Newsweek".

"The Hill" przytacza natomiast opinie Demokratów w Kongresie, którzy zwracają uwagę, że teoria spiskowa, zgodnie z którą FBI miałoby być centrum spisku przeciw Trumpowi, jest zdumiewająca, skoro to ówczesny szef Biura James Comey na kilka dni przed wyborami prezydenckimi otworzył ponownie dochodzenie w sprawie maili rywalki Trumpa - Hillary Clinton; zdaniem Demokratów przyczyniło się to do przegranej ich kandydatki w wyborach.

"The Hill" zwraca też uwagę, że część prorepublikańskich publicystów zdążyła już zdezawuować teorię o spisku FBI i resortu sprawiedliwości.

Konserwatywny magazyn "National Review" napisał, że należy nabrać dystansu do tych "głupstw o tajnym stowarzyszeniu", ponieważ "jest w tym za dużo teatru".

Jednak konserwatywny komentator telewizji Fox New Sean Hannity, który wielokrotnie atakował już Muellera - skądinąd od zawsze Republikanina - powiedział w związku z kampanią przeciw FBI i prokuratorowi generalnemu, że "ujawnia ona, że dochodzenie w sprawie Rosji to blaga".

Jak podsumowuje "The Hill", Republikanie, "jak dotąd obrońcy i sojusznicy FBI, które historycznie skłaniało się ku GOP (...) eskalują teraz konflikt z Biurem, oskarżając je o spisek politycznie umotywowanych agentów, mający obalić Trumpa".

Ataki samego prezydenta na FBI nasiliły się w grudniu; Trump napisał wtedy na Twitterze, że reputacja FBI "legła w gruzach", jest obecnie "najgorsza w historii", ale on "przywróci jej wielkość".

"Washington Post" uznał w środę, że kroki "podejmowane przez Trumpa i jego sojuszników na Kapitolu, zmierzające do zdyskredytowania śledztwa Muellera i zakwestionowania uczciwości pracowników (FBI)", powinny być obecnie postrzegane jako "intryga mająca na celu zmianę postrzegania (śledztwa) przez opinię publiczną, zwłaszcza na prawicy, aby dać Trumpowi pretekst, by ewentualnie przestać współpracować z prokuratorem specjalnym lub podjąć bardziej drastyczne kroki". (PAP)

fit/ mc/