"Jamie Lidell" - recenzja

"Jamie Lidell"
"Jamie Lidell"Media
27 lutego 2013

To na pewno najbardziej dojrzała płyta artysty. Jamie Lidell bawi się tu co prawda drażniącym vocoderem, czasami jest zbyt infantylny, ale można się przekonać do tej płyty już po pierwszym przesłuchaniu.

Brytyjczyk na swoich poprzednich albumach „Jim” i „Compass” pokazał, jak można wciąż ciekawie łączyć soul sprzed lat ze współczesnymi dźwiękami. Na nowym krążku „Jamie Lidell” podkręca ten mariaż jeszcze większą domieszką elektroniki futuro, ale też dźwiękami rodem z dyskotek lat 80. Kilka kawałków przypomina tu Prince’a, niektóre Apex Twin, jeszcze inne OutKast. Lidell jest miksem ich wszystkich. To na pewno najbardziej dojrzała płyta artysty.

Pozostało 41% treści
Ten artykuł przeczytasz tylko z aktywną subskrypcją Premium.
Teraz z Płatnościami powtarzalnymi BLIK
zyskasz dostęp do wszystkich treści
za 29 zł / miesiąc przez 3 miesiące


Możesz anulować w dowolnym momencie.
Źródło: Dziennik Gazeta Prawna
Autopromocja
381536mega.png
381439mega.png
381557mega.png
©℗

Materiał chroniony prawem autorskim - wszelkie prawa zastrzeżone.

Dalsze rozpowszechnianie artykułu za zgodą wydawcy INFOR PL S.A. Kup licencję.