Ostatni raz Matina Shakya odwiedziła dom rodzinny na wiosnę. Teraz jako ustępująca żyjąca bogini Kumari wraca już na dobre; jej miejsce zająć miała inna dziewczynka.

Opiekunowie znieśli Matinę na dół, na dziedziniec pałacu Kumari, gdzie czekał palankin. Jak zwykle miała na głowie czerwoną koronę i makijaż. Na czole wymalowane trzecie oko, które ma chronić od zła całego świata.

Tym razem opuściła pałac boczną bramą, a nie głównym wejściem. Wszystko inne odbywało się jednak tak samo, lub niemal tak samo, jak podczas jednej z 13 procesji w roku, kiedy Kumari opuszcza pałac. Wokół tłumy ludzi pstrykających zdjęcia smartfonami, twarze zaskoczonych turystów niemających pojęcia, co się dzieje i długie obiektywy fotoreporterów wycelowane w palankin. Procesję prowadziła grupa muzyków, bębniarzy i flecistów grających znaną melodię świątynną.

Reklama

Droga do domu rodzinnego w Itumbahal jest krótka, ledwie dziesięć minut piechotą. Ogromny dziedziniec z jednym z najstarszych klasztorów buddyjskich w Nepalu to serce Katmandu. Mieszka tu społeczność Śakjów, spośród których wybierana jest bogini Kumari.

"Dziewczynka jest buddystką, ale służy wszystkim, hinduistom i buddystom" - tłumaczy PAP Alok Tuladhar, ekspert zajmujący się kulturą rdzennych mieszkańców doliny Katmandu, Newarów. "Specjalnie tak pomyślano. Kumari jest przede wszystkim boginią hinduistyczną, a jej pochodzenie ma zapewnić harmonijną koegzystencję obu grup. W Katmandu buddyzm i hinduizm doskonale się przenikają" - podkreśla Tuladhar.

Reklama

Na Matinę, na dziedzińcu Itumbahal, czekał jej ojciec. Pratap Bajracharya jest cichym i łagodnym człowiekiem, pracuje w instytucji finansowej. "Kiedy komitet Kumari wybrał moją córkę, całe trzy miesiące zajęło mi podjęcie decyzji" - powiedział w rozmowie z PAP, zaznaczając, że przede wszystkim jest przecież ojcem. "Ale w końcu to nasza tradycja" - dodaje.

Jej krytycy wytykają, że mała dziewczynka na kilka lat wyprowadza się z rodzinnego domu. Swojego pałacu nie może opuścić i nie uczy się w szkole jak zwykłe dzieci. Z kolei zachodnie media wciąż rozpisują się o tym, że dziewczynka przechodzi intymne badanie, bo musi być fizycznie doskonała. Jednym z testów na odwagę ma być jakoby oglądanie rzezi bawołów i przejście przez ciemne pomieszczenie, gdzie kandydatki są straszone i smagane batami.

"Co za bzdury. To wszystko nonsens obliczony na tanią sensację" - oburza się Pratap Bajracharya, dodając, że Newarowie nie są barbarzyńcami. Tłumaczy, że nie ma intymnego badania, chociaż dziecko nie powinno mieć widocznych odbarwień skóry. I prawdą jest, że podczas procesji i rytuałów powinna zachować spokój i kamienną twarz.

Rashmila Shakya, była Kumari, w głośnej książce stanowczo zdementowała inne plotki. "Nie ma żadnego rytuału z obciętymi bawolimi głowami ani pokoju, gdzie straszy się dziecko biczami" - zaprzecza też Tuladhar.

"Nie było łatwo jej oddać, miała wtedy trzy lata" - wspomina Pratap Bajracharya. Za każdym razem, gdy ją widział, nie mógł zwracać się do niej jej imieniem. "Trudno oddzielić mentalny obraz własnego dziecka od bogini" - przyznaje mężczyzna.

Podkreśla jednak, że on i jego rodzina mogli ją odwiedzać w każdej chwili. Kumari z Katmandu wciąż nie może chodzić do szkoły z innymi dziećmi, ale ma obecnie własnych nauczycieli. Ci jednak muszą być ostrożni, bo trudno wypomnieć nieomylnej bogini błąd na lekcjach matematyki.

Za to Kumari w siostrzanych miastach doliny, w Patanie i Bhaktapurze, mieszkają z rodzinami i chodzą do szkoły. Tylko na czas rytuałów i procesji zamieniają się w boginie.

"Ważne, żeby zdać sobie sprawę, że wybrana dziewczynka jest tylko wehikułem dla bogini, a nie samą boginią" - tłumaczy Tuladhar. Opowiada, że według tradycji bogini rzeczywiście żyła w Katmandu, ale po sprzeczce z królem z dynastii Mallów opuściła miasto. Przestała chronić Katmandu i nastał czas klęsk żywiołowych oraz głodu. Ludzie błagali o łaskę, więc wróciła, wstępując tym razem w dziewczynki do czasu ich pierwszej miesiączki.

Pratap Bajracharya zdaje sobie sprawę, że powrót córki do zwykłego życia nie będzie łatwy. "Jako Kumari nikt nie mógł się jej sprzeciwić, więc jeśli chciała się bawić z dziećmi opiekunów, nie mogły jej odmówić" - podkreśla.

"Dużo zależy od rodziców. Nie ma wyraźnej reguły. Niektóre Kumari jak Rashmila, która została inżynierem, dobrze sobie radzą później w życiu, a inne wciąż żyją tamtym światem" - tłumaczy Tuladhar.

Nową Kumari została 3-letnia Trishna Shakya. "Nie jest tylko naszą córką, ale żyjącą boginią całego kraju" - powiedział dziennikowi "Himalayan Times" Bijaya Ratna Shakya, ojciec Trishny. "Jestem szczęśliwy, ale jednocześnie chce mi się płakać" - dodał.

Z Katmandu Paweł Skawiński (PAP)