Do niedawna PiS bił w Elżbietę Bieńkowską równie mocno co w Donalda Tuska. Dziś politycy tej partii mówią o niej: to polski komisarz.
Gdy w unijnych gabinetach ważą się losy Unii Europejskiej i dzielony jest coraz skromniejszy wspólnotowy budżet, Polskę przy negocjacyjnym stole reprezentuje Elżbieta Bieńkowska. Do niedawna ostro krytykowana przez rządzących na każdym kroku – przypominano jej słowa „Sorry, taki mamy klimat...” (tak w styczniu 2014 r. tłumaczyła wielogodzinne opóźnienia pociągów spowodowane oblodzeniem trakcji), a poseł Stanisław Pięta nazwał ją „paprotką”, której nijak konkurować z zasługami Antoniego Macierewicza dla Polski. Dziś: to ostatnia nadzieja PiS w Unii Europejskiej.
– Pamiętamy, że była wicepremierem w rządzie PO i że była wówczas bardzo krytycznie przez nas oceniana, zresztą nie było o to trudno. Ale została wybrana i szanujemy to. Jest przez nas postrzegana jako polski komisarz, wspieramy ją w działaniach, które będą korzystne dla Polski i Polaków. Nie mamy zamiaru podkopywać jej pozycji – deklaruje Ryszard Czarnecki z PiS, wiceprzewodniczący Parlamentu Europejskiego.