Przepisy o karach dla podmiotów zbiorowych wymagają poprawki

15 lutego 2016

Jest, a jakby jej nie było. Tak można powiedzieć o obowiązującej już prawie 18 lat ustawie umożliwiającej karanie firm za przestępstwa ich szefów. Powód? Przepisy, których nie da się wykonać.

Ustawa o odpowiedzialności podmiotów zbiorowych za czyny zabronione pod groźbą kary (t.j. Dz.U. z 2015 r. poz. 1212 ze zm.) miała umożliwić stosowanie sankcji nie tylko wobec osób fizycznych, ale i osób prawnych czy jednostek organizacyjnych niemających osobowości prawnej. Chodziło o to, by kary za przestępstwa dokonane przez osoby działające w ich imieniu (skazane np. za wyłudzenie kredytu, pranie brudnych pieniędzy czy łapownictwo) działały również tam, gdzie czyn przyniósł realną korzyść: podmiot, który zarobił na przestępstwie, może być obciążony karą do 5 mln zł. Tyle teoria. A jak wygląda rzeczywistość?

W ciągu ostatnich 10 lat najwyższa zasądzona kara wyniosła jedynie 12 tys. zł. A o tym, że sankcje nie są bolesne świadczyć może i to, że sprawy praktycznie nie trafiają do drugiej instancji: jedynie w 2010 r. w sądach okręgowych było ich siedem. I na tym koniec. W ocenie ekspertów diagnoza jest jedna: ustawa jest martwa.

– komentuje Zbigniew Krüger, adwokat z kancelarii Krüger & Partnerzy.

W jego ocenie nikłe zainteresowanie tymi przepisami trudno wytłumaczyć, bo katalog przestępstw, w których mogą być stosowane, jest szeroki.

– wskazuje Krüger.

Niewykonalne zapisy

W czym więc problem? Maciej Jóźwiak, adwokat w zespole procesowym kancelarii Wierzbowski Eversheds, twierdzi, że w konstrukcji ustawy.

– mówi.

Zdaniem mecenasa kluczowe są dwie. Po pierwsze, warunkiem umożliwiającym pociągnięcie do odpowiedzialności podmiotu zbiorowego jest prawomocne skazanie osoby fizycznej, która działała w jego imieniu lub interesie, i to jeszcze przed wszczęciem postępowania przeciwko takiemu podmiotowi. Przy czym ze skazaniem zrównane zostało warunkowe umorzenie postępowania oraz orzeczenia stwierdzające popełnienie czynu, lecz z uwagi na okoliczności dotyczące sprawcy (np. niepoczytalność) nie skazujące go.

– uważa mecenas Maciej Jóźwiak.

Jak wskazuje natomiast Wioletta Olszewska z resortu sprawiedliwości, wymóg uzyskania prejudykatu często powoduje, że nie ma już kogo pociągać do odpowiedzialności na podstawie omawianej ustawy. Osoba prawna może bowiem w międzyczasie zostać zlikwidowana czy upaść.

Zrezygnowanie z prejudykatu zdaniem prokuratorów nie rozwiąże jednak problemu.

– mówi prokurator Maciej Kujawski z Prokuratury Generalnej.

I podkreśla, że zniesienie tej przesłanki wiązałoby się z możliwością łącznego lub odrębnego prowadzenia postępowania karnego przeciwko osobie fizycznej i podmiotowi zbiorowemu.

Jak mówi, to rodziłoby poważne problemy dowodowe. Oskarżony (podejrzany) szef podmiotu zbiorowego może przecież skorzystać z prawa do odmowy składania wyjaśnień w sprawie prowadzonej przeciwko spółce czy organizacji; może istnieć konflikt interesów tego oskarżonego i podmiotu zbiorowego itp.

– dodaje Kujawski.

Wykaż winę

Zdaniem mecenasa Jóźwiaka problem – i to zdecydowanie większy – jest jednak gdzie indziej: w konieczności wykazania winy podmiotu zbiorowego.

– przypomina prawnik.

– podkreśla.

W efekcie wizja pociągnięcia do odpowiedzialności podmiotu zbiorowego, który skorzystał na przestępstwie, pozostaje mglista.

Problemu świadome jest również Ministerstwo Sprawiedliwości, które zapowiada nowelizację ustawy. Zauważa jednak, że marne statystyki to również wynik problemów organizacyjnych.

– zauważa Olszewska. 

Autopromocja
381367mega.png
381364mega.png
381208mega.png
Źródło: Dziennik Gazeta Prawna

Materiał chroniony prawem autorskim - wszelkie prawa zastrzeżone.

Dalsze rozpowszechnianie artykułu za zgodą wydawcy INFOR PL S.A. Kup licencję.