Każdej nauce towarzyszy jakaś pseudonauka. Czy prawoznawstwo także ma swojego karykaturzystę?
Na fali obserwowanego sporu politycznego, który
przeniósł się nie tylko na sferę praktyki prawniczej, lecz powoduje
także erozję środowiska nauki, pojawia się niekiedy zarzut (a może
refleksja) o posługiwaniu się przez drugą stronę tzw. antyteorią prawa.
Tego rodzaju stwierdzenia pojawiają się w polskim dialogu teorii prawa
po przełomie 1989 r. zwykle wtedy, gdy jakiś uczestnik wielkiego
dyskursu prawniczego (czasem jakiś sąd, czasem znany przedstawiciel
środowiska nauki) posługuje się twierdzeniami teoretycznymi, jawnie je
instrumentalizując albo tak wypaczając, że przy pozostawieniu ich
wierzchniej warstwy całkiem zmienia ich sens.