Współczesny biznes podniósł kreatywność do rangi pierwszego przykazania. Większość firm (zwłaszcza tych większych) zarzeka się więc, że najchętniej widziałaby u siebie pracowników o profilu – nieprzymierzając – Steve’a Jobsa. Czyli myślących nieszablonowo, suwerennych i niezależnych. Zdolnych do generowania przełomowych innowacji. Ale czy przypadkiem nie jest tak, że gros miejsc pracy czeka raczej na mniej lub bardziej zręcznych wykonawców poleceń przełożonych? A opowieści o szukaniu nowych Jobsów trzeba najzwyczajniej włożyć między korporacyjne bajeczki.
Miałem w przeszłości wielu szefów. Pełne spektrum charakterów, poglądów i wrażliwości. Byli zarówno ostentacyjni prawicowcy, jak i przedstawiciele tzw. salonu. Byli cynicy i idealiści. Arystokraci i self-made mani. Egocentrycy i skromnisie. Lenie i pracocholicy. Ale było coś co łączyło większość z nich. Niby oczekiwali od swoich ludzi samodzielności i kreatywności, lecz tak naprawdę byli zadowoleni tylko wtedy, gdy wykonywało się ich polecenia. Czyli wówczas, kiedy podwładny odkładał na półkę swojego wewnętrznego Steve'a Jobsa i wcielał się w rolę rzemieślnika. Sprawnego, ale na pewno niezbyt twórczego. Mam wrażenie, że większość z Państwa doskonale rozumie, o czym mówię. I że wielu z Was nieraz znalazło się w podobnej sytuacji.
Teraz z Płatnościami powtarzalnymi BLIK
zyskasz dostęp do wszystkich treści
za 29 zł / miesiąc przez 3 miesiące
Możesz anulować w dowolnym momencie.
Teraz z Płatnościami powtarzalnymi BLIK
zyskasz dostęp do wszystkich treści
za 29 zł / miesiąc przez 3 miesiące
Możesz anulować w dowolnym momencie.
Materiał chroniony prawem autorskim - wszelkie prawa zastrzeżone.
Dalsze rozpowszechnianie artykułu za zgodą wydawcy INFOR PL S.A. Kup licencję.