Powyborcze tendencje w Niemczech powinny nas poważnie niepokoić. Nie dość, że szefem dyplomacji zostanie najpewniej jeden z najbliższych przyjaciół Rosji Frank-Walter Steinmeier, to jeszcze Berlin może poprzeć starania Brytyjczyków czy Holendrów cofające o kilka dekad wspólnotowy dorobek związany ze swobodą przepływu pracowników.
Niemcy nie są oczywiście pozbawieni argumentów. Z biegiem eurokryzysu coraz więcej przybyszy z biedniejszych państw UE wyrusza na poszukiwanie szczęścia nad Renem. Są wśród nich i nasi rodacy. Ci, którym się udaje, dostają pracę, czyli – jak chcą miejscowi populiści – odbierają ją obywatelom RFN. Nieważne, że często jest to praca za grosze, do której wśród rodowitych Niemców chętnych brak. Ci, którym się nie udaje, żyją na koszt pomocy społecznej. Czyli – kontynuują zwolennicy zamknięcia granic – przejadają ich własne podatki.
Teraz z Płatnościami powtarzalnymi BLIK
zyskasz dostęp do wszystkich treści
za 29 zł / miesiąc przez 3 miesiące
Możesz anulować w dowolnym momencie.
Teraz z Płatnościami powtarzalnymi BLIK
zyskasz dostęp do wszystkich treści
za 29 zł / miesiąc przez 3 miesiące
Możesz anulować w dowolnym momencie.
Materiał chroniony prawem autorskim - wszelkie prawa zastrzeżone.
Dalsze rozpowszechnianie artykułu za zgodą wydawcy INFOR PL S.A. Kup licencję.
