ZNP wychodzi na ulice. Co z tego... i tak formalnie nie jest w sporze z rządem

nauczycielka
Nie tylko związkowcy twierdzą, że obecnie przepisy są niedostosowane do rzeczywistości. ShutterStock
10 marca 2017

Na 31 marca Związek Nauczycielstwa Polskiego zapowiedział strajk generalny skierowany przeciwko reformie systemu edukacji. Zdaniem wielu taki protest nie ma obecnie większego sensu.

Przepisy dotyczące reformy już powoli wchodzą w życie, więc strajk można uznać za spóźniony – to po pierwsze. Po drugie, protestować będzie zapewne mniej niż jedna trzecia ogółu nauczycieli (tyle bowiem zrzesza ZNP, a na pewno nie wszyscy wezmą udział w akcji strajkowej). I po trzecie – może najważniejsze – pedagodzy nie bardzo mają do kogo adresować postulaty zgłaszane w ramach protestu. Przepisy nie pozwalają im bowiem – jako pracownikom zatrudnionym w sferze publicznej – na wchodzenie w spór zbiorowy z rządem czy samorządem, a więc decydentem w kwestiach zatrudnieniowo-płacowych. Oficjalnie spierać można się bowiem tylko z pracodawcą, czyli np. szkołą czy szpitalem – jednostką organizacyjną reprezentowaną przez dyrektora.

Pozostało 23% treści
Ten artykuł przeczytasz tylko z aktywną subskrypcją Premium.
Teraz z Płatnościami powtarzalnymi BLIK
zyskasz dostęp do wszystkich treści
za 29 zł / miesiąc przez 3 miesiące


Możesz anulować w dowolnym momencie.
Źródło: Dziennik Gazeta Prawna
Autopromocja
381536mega.png
381439mega.png
381557mega.png
©℗

Materiał chroniony prawem autorskim - wszelkie prawa zastrzeżone.

Dalsze rozpowszechnianie artykułu za zgodą wydawcy INFOR PL S.A. Kup licencję.