Kapiszewski: Już nie ma dziesięciu chętnych na wasze miejsca

Jakub Kapiszewski, fot. Wojciech Górski
Jakub KapiszewskiDGP
27 kwietnia 2017

Mam znajomego, który próbował swoich sił w branży handlowej. Pracował w kilku różnych sieciach, z każdą zmianą pracodawcy mając nadzieję, że podniosą się jego dochody. Po prawie dwóch latach tułaczki dał sobie spokój, bo zarobki może były znośne dla studenta, który chce dorobić – ale nie dla młodego człowieka z dzieckiem na utrzymaniu, który startuje w życie i chce się jakoś urządzić. Ostatecznie z polskim handlem wygrała emigracja.

Nie, nie proponuję, żeby niezadowoleni z wynagrodzeń pracownicy sieci wyjechali z Polski. Przytaczam tę historię jako przykład na to, że pracownicy handlu – nieważne, czy będą to hipermarkety, dyskonty czy sklepy odzieżowe – od dawna za swój trud nie otrzymują godziwej zapłaty. Pośrednio przyznają to same sieci; jedna z nich, w reakcji na zapowiedź akcji protestacyjnej, spieszyła przypomnieć, że wynagrodzenia pracowników w ich sklepach są o jedną piątą wyższe od wynagrodzenia minimalnego (po uwzględnieniu dodatku za brak nieobecności).

Pozostało 91% treści
Ten artykuł przeczytasz tylko z aktywną subskrypcją Premium.
Teraz z Płatnościami powtarzalnymi BLIK
zyskasz dostęp do wszystkich treści
za 29 zł / miesiąc przez 3 miesiące


Możesz anulować w dowolnym momencie.
Źródło: Dziennik Gazeta Prawna
Autopromocja
381536mega.png
381439mega.png
381557mega.png
©℗

Materiał chroniony prawem autorskim - wszelkie prawa zastrzeżone.

Dalsze rozpowszechnianie artykułu za zgodą wydawcy INFOR PL S.A. Kup licencję.