Sikora: Ofiary reformatorskich zapędów ministrów

Dominika Sikora
Dominika SikoraDGP
17 maja 2012

Nauczeni doświadczeniem wiemy już, że z dużej chmury mały deszcz, a z szumnych zapowiedzi rządowych reform nikłe efekty. To samo możemy powiedzieć o zmianach, które miały usprawnić działanie sądów rejonowych i sądów pracy. W przypadku tych pierwszych minister Gowin zreflektował się, zastanowił, doszedł do wniosku, że pośpiech to zły doradca, i odłożył zmniejszenie ich liczby na rok. To dobrze, bo być może dzięki takiej decyzji uda się uniknąć całkowitej dezorganizacji już i tak mocno nadwyrężonych struktur.

Takiej refleksji zabrakło jednak byłemu już ministrowi Kwiatkowskiemu, kiedy rok temu resort sprawiedliwości podjął decyzję o likwidacji 74 ze 159 wydziałów pracy w sądach rejonowych. Zamiast poprawić funkcjonowanie tych, które się ostały, zmniejszono dostępność do nich, a czas rozpatrywania spraw, które do nich trafiają (czego można było się spodziewać – mówili o tym zarówno prawnicy, jak i związkowcy), wydłużył się. Na Mazowszu rekordowo nawet do 10 miesięcy. Tym samym resort sprawiedliwości usankcjonował pewnego rodzaju fikcję. Teoretycznie bowiem pracownicy mają możliwość dochodzenia swoich roszczeń przed sądem. W praktyce wiąże się to z miesiącami oczekiwania na rozstrzygnięcie. Resort tłumaczył swoją decyzję systematycznie zmniejszającą się liczbą spraw, które trafiają do wydziałów pracy. W swoich kalkulacjach nie przewidział jednak jednego – ta w ciągu roku zwiększyła się z 63 do 66 tys.

Pozostało 26% treści
Ten artykuł przeczytasz tylko z aktywną subskrypcją Premium.
Teraz z Płatnościami powtarzalnymi BLIK
zyskasz dostęp do wszystkich treści
za 29 zł / miesiąc przez 3 miesiące


Możesz anulować w dowolnym momencie.
Źródło: Dziennik Gazeta Prawna
Autopromocja
381536mega.png
381439mega.png
381557mega.png
©℗

Materiał chroniony prawem autorskim - wszelkie prawa zastrzeżone.

Dalsze rozpowszechnianie artykułu za zgodą wydawcy INFOR PL S.A. Kup licencję.