Powstająca ustawa o dialogu społecznym jest bez wątpienia potrzebna. Istnieje jednak niebezpieczeństwo, że zamiast umożliwić prawdziwy dialog między związkami, przedsiębiorcami a rządem stworzy jedynie pole dla gry uprzywilejowanych lobbies. Stanie się tak, jeżeli nowe regulacje odsuną od negocjacyjnego stołu ważne środowisko samorządu gospodarczego - uważa Jakub Opara, samorządowiec, ekspert Narodowego Centrum Studiów Strategicznych.
Obowiązująca od piętnastu lat ustawa o Komisji Trójstronnej wymaga głębokich zmian. Niezależnie od tego, jak oceniać skuteczność funkcjonowania tego gremium – a jest ona, co tu dużo mówić, nader dyskusyjna – to ustawowy zakres kompetencji Komisji jest dosyć wąski. Za wąski, by mogła ona stać się faktycznym narzędziem łagodzenia i rozwiązywania nieuniknionych konfliktów społecznych. Tak naprawdę tylko ekscentryczni radykałowie z obu skrzydeł, czyli liberalni i etatystyczni ultrasi, woleliby zastąpienia rozmów przy stole negocjacyjnym waleniem w tenże stół pięścią. Jak się kończą takie buńczuczne zapowiedzi, pokazuje konflikt w spółkach węglowych wiosną tego roku.
Trójstronna Komisja do Spraw Gospodarczo-Społecznych ma w swoich kompetencjach dialog w sprawie wynagrodzeń i świadczeń społecznych oraz „w innych sprawach społecznych lub gospodarczych”. Z jednej strony zawężenie do spraw płacowych, z drugiej niedookreślone kompetencje w innych kwestiach. A wiadomo, że każdy taki enigmatyczny zapis pozostawia pole do swobodnej interpretacji dla władzy, co z kolei może rodzić konflikty – dodajmy: wokół ciała, które te konflikty ma rozładowywać. Projekt społeczny, zgłoszony w maju 2014 r., nadaje Radzie Dialogu Społecznego kompetencje w zakresie m.in. tworzenia warunków do rozwoju społeczno-gospodarczego i wzrostu dobrobytu dzięki zwiększeniu międzynarodowej konkurencji polskiej gospodarki i spójności społecznej. Rada ma pomagać w osiągnięciu pokoju społecznego i w jakości polityki społeczno-gospodarczej. Przedmiotem dialogu społecznego mają stać się wszelkie kwestie, związane z tą polityką.
Tak szerokie kompetencje Rady oznaczają, że będzie trudno sprowadzić ją do roli fasadowego ciała. Przedstawiciele środowisk związkowych zyskają narzędzie realnego nacisku na rząd i przedsiębiorców, a prywatny biznes możliwość pozyskiwania partnerów związkowych dla wybranych pomysłów. Jeśli te dwie, pozornie kierujące się sprzecznymi interesami grupy, dojdą w kluczowych kwestiach do porozumienia, będą miały do dyspozycji niezwykle ważne pole nacisku na decydentów. A w perspektywie coraz większego fiskalizmu obecnie rządzącej ekipy taki sojusz nie jest wcale niemożliwy.
Jedną ze słabości obecnie obowiązującej ustawy o Komisji Trójstronnej są kryteria wyłaniania reprezentacji pracodawców. Niestety, spośród trzech projektów nowych regulacji projekty rządowy i pracodawców powielają obecne rozwiązania. Projekt społeczny pozostawia tę kwestię do ustalenia w przyszłości. Oznacza to, że do negocjacyjnego stołu nie będą mogły zasiąść izby gospodarcze, będące ogniwami gospodarczego samorządu. Izby branżowe i regionalne zrzeszają najważniejszych pracodawców, znają doskonale problematykę kontaktów z pracownikami i mogą służyć pomysłami na sprawne rozwiązanie wielu problemów. Całkiem niezrozumiałe jest ich pominięcie w reprezentacji pracodawców.
Nieporozumieniem jest uznanie za wyłączną reprezentację polskich pracodawców organizacji, które są de facto instytucjami lobbingowymi lub grupują przede wszystkim wielkie spółki Skarbu Państwa, a ich szefowie aktywnie angażują się w politykę. Zamiast wykluczać, nowa ustawa powinna poszerzać grono prowadzących dialog. Szczególnie, że w porównaniu z wieloma państwami Unii Europejskiej (np. Niemcami i Włochami) polskie prawo i tak traktuje samorząd gospodarczy po macoszemu. Nowa, rozsądna ustawa regulująca dialog społeczny ma szansę to zmienić.
Ustawa o dialogu społecznym musi być maksymalnie precyzyjna. Jak wspomniałem – nie może być źródłem nowych konfliktów, skoro ma pomagać w rozwiązywaniu istniejących. Koniecznie powinna definiować pojęcie „organizacji pracodawców” – i to w sposób, który nie wykluczy izb gospodarczych i ich zrzeszeń. Skoro mamy poprawiać prawo, to nie możemy opierać się na kontrowersyjnych zapisach, a kierować się zdrowym rozsądkiem. Nie sądzę zresztą, by renomowane organizacje pracodawców miały coś przeciwko temu. Przecież stawką jest skuteczność dialogu społecznego.
Jakub Opara, Samorządowiec, ekspert Narodowego Centrum Studiów Strategicznych
Materiał chroniony prawem autorskim - wszelkie prawa zastrzeżone.
Dalsze rozpowszechnianie artykułu za zgodą wydawcy INFOR PL S.A. Kup licencję.
Wpisz adres e-mail wybranej osoby, a my wyślemy jej bezpłatny dostęp do tego artykułu