Sztuczna inteligencja generuje (słowo nieprzypadkowe) treści szybciej, taniej i w nieograniczonej skali. Dla jednych to wyzwolenie od żmudnej, rutynowej pracy. Dla innych – egzystencjalne zagrożenie. Skutki tej zmiany będą wykraczać daleko poza sam rynek pracy: dotkną struktury społecznej, sfery politycznej i fundamentalnych pytań o to, kto powinien decydować o kształcie cyfrowego świata.
O szansach, ryzykach i zdolności do zachowania autonomii rozmawiali uczestnicy panelu „Technologie, człowiek, równowaga” na Europejskim Kongresie Gospodarczym w Katowicach.
Karol Kościński, dyrektor generalny Stowarzyszenia Autorów ZAiKS, radca prawny i ekspert w zakresie prawa autorskiego, otworzył swoje wystąpienie obserwacją, że sztuczna inteligencja zaczyna wkraczać w obszary dotychczas zarezerwowane wyłącznie dla ludzi – tworzenie było wśród nich tym najbardziej fundamentalnym.
Jego zdaniem, czy ta zmiana okaże się wyzwoleniem, czy więzieniem zależy od tego, czy jako społeczeństwo zachowamy zdolność do krytycznego myślenia i świadomego decydowania.
– Już dziś coraz trudniej jest odróżnić treści autentyczne od tych wygenerowanych przez algorytmy. Wyobrażenie sobie, jak ta sytuacja będzie wyglądać za piętnaście lat, jest dziś czystą abstrakcją, podobnie jak piętnaście lat temu abstrakcyjne wydawały się nam dzisiejsze dyskusje o wpływie mediów społecznościowych na życie społeczne i polityczne – mówił.
Muzyka użytkowa zniknie, autentyczne emocje nie
Dyrektor generalny ZAiKS-u odniósł się do konkretnych skutków rewolucji AI dla środowiska, które reprezentuje. Praca autorów muzycznych dzieli się w praktyce na dwa obszary: twórczość użytkową, wykonywaną na zlecenie i w celach zarobkowych, oraz twórczość artystyczną, będącą wyrazem indywidualnej ekspresji.
– W tym pierwszym obszarze, obejmującym np. oprawę muzyczną programów telewizyjnych, podkłady reklamowe, muzykę w przestrzeni publicznej, sztuczna inteligencja jest w stanie już dziś skutecznie zastąpić człowieka. Kompozytorzy zajmujący się muzyką użytkową, często pracujący jako freelancerzy o niepewnych i nieregularnych przychodach, najprawdopodobniej stracą znaczną część zleceń – tłumaczył.
Karol Kościński wskazał przy tym na istotny wymiar etyczny tego procesu: systemy sztucznej inteligencji generują nowe utwory na podstawie ogromnych zbiorów istniejących dzieł, stworzonych przez ludzi, często bez ich wiedzy i zgody.
– Ktoś produkuje zatem towar przy użyciu cudzej pracy twórczej, wypychając jego autora z rynku. To na dłuższą metę będzie problem społeczny – ocenił przedstawiciel ZAiKS-u.
Jednocześnie wskazał czynnik, który może chronić twórców przed marginalizacją: potrzebę autentyczności.
– Odbiorcy, zwłaszcza młodsze pokolenia, doskonale wyczulone na sztuczność, będą nadal szukać prawdziwych emocji, prawdziwych historii i doświadczeń innych ludzi. Tego sztuczna inteligencja nie jest w stanie zaoferować – ocenił.
Szok na rynku pracy i polityczne konsekwencje
Karol Kościński przestrzegł przed bagatelizowaniem społecznych skutków automatyzacji.
– Często przywoływany argument, że rewolucja AI dotknie „tylko” 15-20 proc. pracowników, którzy mogą się przekwalifikować, jest moim zdaniem fałszywy. Po pierwsze dlatego, że mnożąc ten odsetek przez członków rodzin dotkniętych osób i ich najbliższe otoczenie zawodowe, skala problemu rośnie wielokrotnie. Po drugie dlatego, że przekwalifikowanie nie jest dla każdego równie dostępną opcją i nie można tego założenia stosować do całych grup zawodowych i społecznych – argumentował.
Przywołał też analogię historyczną, która powinna skłaniać do refleksji: skutki transformacji ustrojowej z początku lat 90. odczuwamy jako społeczeństwo do dziś w postaci określonych postaw, lęków i wyborów politycznych.
– Wypchnięcie znacznej grupy ludzi w niebyt ekonomiczny przyniesie analogiczne konsekwencje. Niezagospodarowane lęki i frustracje staną się pożywką dla ruchów politycznych gotowych je wykorzystać. Ktoś będzie chciał zagospodarować te lęki, pytanie, w jaki sposób – ostrzegał.
Prawo autorskie nadąży, ale potrzeba aktywizmu
Karol Kościński odniósł się również do kwestii prawnych, które rewolucja AI stawia przed twórcami i regulatorami. Zaznaczył, że prawo autorskie, choć często postrzegane jako skostniałe i reagujące z opóźnieniem, historycznie zawsze w końcu nadążało za zmianami technologicznymi.
– Jeszcze piętnaście lat temu powszechne było przekonanie, że pojawienie się treści w internecie oznacza wygaśnięcie praw autorskich. Dziś rozliczanie streamingu muzyki i filmów funkcjonuje bez większych problemów – zauważył. Dodał, że podobny proces czeka teraz kwestię wykorzystywania cudzych utworów do trenowania modeli sztucznej inteligencji.
W Stanach Zjednoczonych toczy się obecnie kilkadziesiąt procesów sądowych w tej sprawie, wytoczonych największym firmom technologicznym. Ich rozstrzygnięcia będą miały globalne znaczenie zarówno dla twórców, jak i dla modelu biznesowego całej branży AI.
– Potrzebny jest aktywizm i twórcze podejście do możliwych rozwiązań, a jednocześnie przemyślenie, co zrobić z tymi, którzy na tej rewolucji skorzystają, bo wygranych z pewnością nie zabraknie, i ich pozycja będzie wymagała szczególnej uwagi regulacyjnej – podkreślił Karol Kościński.
Kto stoi za rewolucją AI
W ostatniej części swojego wystąpienia dyrektor generalny ZAiKS-u sformułował tezę, która jest w debacie o sztucznej inteligencji przeważnie pomijana.
– Rewolucja AI jest przedstawiana jako zjawisko o charakterze publicznym, rodzące wyzwania, z którymi musi zmierzyć się całe społeczeństwo. Tymczasem u jej źródeł leży konkretna polityka biznesowa zaledwie kilku dużych podmiotów – globalnych korporacji technologicznych, które podejmowały decyzje kierując się przede wszystkim własnym interesem finansowym. Musimy się zastanowić, czy problem firm, które zarabiają naprawdę duże pieniądze, powinien być rozwiązany przez sferę publiczną, co będzie się przecież wiązać z kosztami – powiedział Karol Kościński.
Jego zdaniem pozostawienie kwestii regulacji przestrzeni informacyjnej i praw podstawowych w rękach podmiotów komercyjnych jest po prostu niebezpieczne.
– Decyzje o tym, jak funkcjonujemy w świecie informacji: co widzimy, co słyszymy, co uznajemy za prawdziwe, powinny pozostać domeną instytucji podlegających demokratycznej, społecznej kontroli, nie zaś korporacji – podsumował.
Michał Perzyński
Materiał chroniony prawem autorskim - wszelkie prawa zastrzeżone.
Dalsze rozpowszechnianie artykułu za zgodą wydawcy INFOR PL S.A. Kup licencję.
Wpisz adres e-mail wybranej osoby, a my wyślemy jej bezpłatny dostęp do tego artykułu