Miłosz: Jak zrobić dobrze wujowi Samowi

Maciej Miłosz
Maciej MiłoszMedia / mat. prasowe
7 sierpnia 2018

O tym, że wreszcie wstajemy z kolan i z Polską liczy się już cały świat, można usłyszeć od różnych przedstawicieli obozu władzy od dłuższego czasu. Tą deklaratywną mocarstwowość warto wziąć pod lupę szczególnie w przypadku zakupów zbrojeniowych.


20 lipca minister obrony narodowej Mariusz Błaszczak ogłosił, że „w celu przyspieszenia dostawy dywizjonowych modułów ogniowych wieloprowadnicowych wyrzutni rakietowych HOMAR MON postanowiło zakończyć postępowanie prowadzone według przyjętej w 2015 r. procedury i natychmiast rozpocząć negocjacje z amerykańską stroną rządową”. Przekładając z urzędniczej nowomowy na język polski: chodzi o zakup systemów artylerii dalekiego zasięgu zdolnej razić cele odległe nawet o 300 km. Wojsko Polskie takiej broni potrzebuje. I to bardzo. Przez ostatnie trzy lata negocjacje w sprawie ich zakupu prowadziła podlegająca resortowi obrony Polska Grupa Zbrojeniowa. Jej celem był nie tylko zakup tej broni, lecz także pozyskanie części technologii, według których się je wytwarza. Wiele osób postronnych twierdziło, że negocjujemy zbyt twardo, niekompetentnie, że nie mamy szans pozyskać tego, co chcemy, a cena będzie za wysoka. Ten zwrot sprzed dwóch tygodni pokazał, że teraz zakup będzie tak naprawdę z półki, czyli kupimy to, co Amerykanie produkują standardowo, nie oczekując nic w zamian. Amerykański koncern Lockheed Martin może zacierać ręce. Będący w stanie agonalnym państwowy przemysł zbrojeniowy może kopać sobie grób. Bo choć zapewne będzie taniej i być może szybciej, to już bez większych korzyści dla naszej zbrojeniówki. Takie podejście można zrozumieć – czas nagli, a my stoimy w miejscu.

Jednak warto na ten zakup spojrzeć w szerszym kontekście. Nie przypadkiem w tym samym czasie ogłoszono, że prezydent Andrzej Duda wkrótce spotka się z prezydentem Donaldem Trumpem, a tematem ich rozmowy ma być m.in. współpraca wojskowa. Pytaniem otwartym pozostaje, jak daleko polskie władze pójdą na kolejne ustępstwa wobec Amerykanów: czy zaraz dowiemy się, że kupujemy znakomite, ale bardzo drogie w utrzymaniu śmigłowce bojowe AH-64 Apache? Na tym zakupie mało skorzystają polskie zakłady śmigłowcowe. Czy nagle okaże się, że zakup patriotów jednak odbędzie się bez żadnego transferu technologii? Zdecydowanie tego nie wykluczam. Czy na modernizacji kupowanych przez nas używanych fregat z Australii zarobią głównie koncerny amerykańskie? Bardzo możliwe.

Autopromocja
381367mega.png
381364mega.png
381208mega.png
Źródło: Dziennik Gazeta Prawna

Materiał chroniony prawem autorskim - wszelkie prawa zastrzeżone.

Dalsze rozpowszechnianie artykułu za zgodą wydawcy INFOR PL S.A. Kup licencję.