Tomasz Wróblewski: Dobry budżet, złe liczby

Tomasz Wróblewski
Tomasz WróblewskiDGP
8 października 2010

Rząd ma już tylko jednego wroga. Matematykę. Nie ma opozycji z prawdziwego zdarzenia, nie boi się ekonomistów ani Banku Światowego, bo kto by tam zrozumiał te ich wyliczenia. Przedsiębiorcami i Balcerowiczem dzieci straszą, a nas, publicystów sprowadził do roli wysoko płatnych cyników oderwanych od realiów życia zwykłych ludzi.

I to nieprawda, że rząd nic nie robi. Robi. Całkiem sporo. Dług publiczny liczony według unijnych standardów raportowania już dziś przekroczyłby wszystkie stany alarmowe, osiągając 58 proc. PKB. Dopiero aktywne zabiegi księgowe, jak parkowanie pieniędzy resortowych na państwowych kontach, niezaliczanie funduszy emerytalnych do wydatków państwa, nieoprocentowane pożyczki z rezerwy demograficznej, spowodują, że w 2012 r. grubość lakieru będzie nas jeszcze dzieliła od progu ostrożnościowego. Ale to nie przeszkodzi, że nasz wzrost gospodarczy będzie większy od średniej europejskiej. Mniejsza o to, że gorszy od Szwecji czy Niemiec całe generacje w rozwoju cywilizacyjnym przed nami, ale średnia jest średnią. I taką zostanie, oczywiście pod warunkiem, że zła koniunktura nie popsuje tego misternego planu.

Pozostało 40% treści
Ten artykuł przeczytasz tylko z aktywną subskrypcją Premium.
Teraz z Płatnościami powtarzalnymi BLIK
zyskasz dostęp do wszystkich treści
za 29 zł / miesiąc przez 3 miesiące


Możesz anulować w dowolnym momencie.
Źródło: Dziennik Gazeta Prawna
Autopromocja
381536mega.png
381439mega.png
381557mega.png
©℗

Materiał chroniony prawem autorskim - wszelkie prawa zastrzeżone.

Dalsze rozpowszechnianie artykułu za zgodą wydawcy INFOR PL S.A. Kup licencję.