Reklama

W piątek Ministerstwo Sprawiedliwości przedstawiło główne założenia projektu ws. ochrony wolności słowa w internecie. Zakładają one m.in. powołanie Rady Wolności Słowa złożonej z pięciu członków wybieranych przez Sejm większością 3/5 głosów oraz możliwość wniesienia reklamacji od decyzji serwisów społecznościowych o blokowaniu treści.

Szef resortu Zbigniew Ziobro podkreślał, że obecnie to w internecie toczy się wiele sporów, dlatego też obywatele Polski powinni mieć zagwarantowane "podstawowe prawa", o których mówi polska konstytucja. "Nasze propozycje skierowane są na wolność, chcemy gwarantować najwyższy poziom i standardy wolności w internecie, by nie były prowadzone działania cenzorskie, które wypaczają istotę wolnej debaty publicznej, która w internecie toczy się na co dzień" - zaznaczył.

Według szefa klubu Lewicy "projekt przedstawiony przez ministra sprawiedliwości w niektórych elementach rzeczywiście odpowiada na potrzebę zmian w zakresie polityki informacyjnej portali społecznościowych". Ale, jak dodał, projekt "niesie za sobą duże niebezpieczeństwa związane z tym, że chęć powołania Rady Wolności Słowa będzie miała całkowity charakter polityczny". "Nie dajmy się nabrać na to, że to będzie jakaś większość kwalifikowana dlatego, że już nie raz PiS już w pierwszym zdaniu wpisywał większość kwalifikowana, a wybierał zwykłą większością" - zauważył Gawkowski.

"Przepisy dotyczące wolności treści wskazują też na to, że ministrowi bardziej zależy na tym, żeby w internecie można było wspierać te ruchy, które dzisiaj są ograniczane, można powiedzieć, o charakterze takim faszyzującym, bo to one mają głównie problem ze swoimi treściami, które są likwidowane" - powiedział poseł.

W jego ocenie, "przepisy przedstawione przez ministerstwo nie idą w parze z regulacjami, które przygotowuje Unia Europejska, co może niepokoić". "Zdaje się, że miały być w tej sprawie szerokie konsultacje, a jednak chyba zabrakło dobrej woli, żeby porozmawiać z osobami w Unii przygotowującymi przepisy dotyczące rynku cyfrowego" - dodał Gawkowski.

Pytany, czy taka propozycja może liczyć na poparcie Lewicy, odparł, że "niektóre elementy mogą ,jak np. ślepy pozew. Chodzi o możliwość złożenia pozwu o ochronę dóbr osobistych bez wskazania danych pozwanego.

"Uważamy, że to jest dobry kierunek i jeżeli będą rozdzielne w tej sprawie głosowania, a Lewica na pewno złoży swój projekt ustawy dotyczący ślepego pozwu, to wtedy jest szansa na jakieś elementy rozmowy" - powiedział polityk.

Swoje zastrzeżenia zgłosiła też Gasiuk-Pihowicz, która na piątkowej konferencji prasowej stwierdziła, że projekt Ziobry należałoby nazwać ustawą o ochronie hejterów". Oceniła, że "wiązanie przez ziobrystów tej ustawy z wolnością to szczyt hipokryzji".

Według niej, proponowany projekt zamiast chronić wolność słowa, prowadzi do ograniczenia wolności mediów społecznościowych, gdyż "podporządkowuje serwisy instytucjom państwa". "Bowiem każde odwołanie od ich decyzji będzie musiało przejść przez wybraną przez polityków Radę (Wolności Słowa), zanim trafi do sądu administracyjnego" - podkreśliła.

Gasiuk-Pihowicz stwierdziła też, że "hipokryzją jest powoływanie Rady Wolności Słowa przez człowieka, który nadzoruje resort, w którym - jak informowały media - przez długie miesiące działała hejterska szajka, która miała szkalować w mediach sędziów, którzy walczą o niezależność polskiego wymiaru sprawiedliwości".

Portal Onet pisał latem 2019 r., że ówczesny wiceszef MS Łukasz Piebiak utrzymywał w mediach społecznościowych kontakt z kobietą o imieniu Emilia, która miała prowadzić akcje dyskredytujące niektórych sędziów, m.in. prezesa stowarzyszenia Iustitia Krystiana Markiewicza. Miało się to odbywać za wiedzą wiceministra. Po tych doniesieniach Piebiak podał się do dymisji. Według informacji Onetu, na komunikatorze WhatsApp miała powstać zamknięta grupa o nazwie "Kasta", która wymieniała się pomysłami na oczernianie niektórych sędziów.

Poseł Grabiec dodał że "minister Ziobro, nadzorując ministerstwo hejtu w istocie próbuje wprowadzić cenzurę w internecie".

Według niego, "mamy tutaj do czynienia z ogromną aferą, którą można by nazwać aferą Acta 3". "Powstaje pytanie, dlaczego sprawą wolności internetu zajmuje się minister nadzorujący prokuraturę, prokurator generalny Zbigniew Ziobro, a nie premier Mateusz Morawiecki, który zgodnie z podziałem kompetencji w rządzie nadzoruje resort cyfryzacji" - powiedział Grabiec.

Przekonywał, że to w kancelarii premiera są "wszystkie kompetencje dotyczące regulacji związanych z cyfryzacją, ze sferą internetową". "Widać, że minister Ziobro nie rezygnuje z pokazywania, kto jest ważniejszy dzisiaj w obozie PiS-u, w obozie tak zwanej Zjednoczonej Prawicy; (Ziobro) pokazuje, że to on nadaje ton polityce rządu, i sam proponuje rozwiązania, które kompetencyjnie i należą do premiera" - powiedział poseł KO.

Jego zdaniem, bardzo ważne jest to, "kto proponuje te rozwiązania". "To właśnie Zbigniew Ziobro stworzył parasol ochronny nad grupą hejterską funkcjonującą w jego ministerstwie. To tam grupa sędziów pod pseudonimem Kasta produkowała hejterskie treści, przygotowywała ataki personalne przeciwko polskim niezawisłym sędziom" - mówił Grabiec.

Według niego, z projektem ustawy o ochrony wolności słowa w internecie wiążą się dwa zagrożenia: "że ministerstwo chce przyznać sobie możliwość tworzenia parasola ochronnego nad hejterami związanymi politycznie z obozem władzy" oraz, że MS "stara się stworzyć instrumenty, które pozwolą ścigać niezależnych internautów".

Do projektu MS odniósł się także wiceprzewodniczący PO Tomasz Siemoniak. "Projekt ministra Ziobry powołania Rady Wolności Słowa to esencja pisowskiego podejścia do rozwiązywania ważnych problemów. Według tego schematu cztery miejsca w radzie przypadną PiS, jedno - opozycji. Etaty, budynek, limuzyny. I pierwszeństwo szczepień dla członków +rady+. Karykatura" - napisał Siemoniak w piątek na Twitterze.

Szef MS podkreślał na piątkowej konferencji prasowej, że obecnie to w internecie toczy się wiele sporów, dlatego obywatele Polski powinni mieć zagwarantowane "podstawowe prawa", o których mówi polska konstytucja. Według niego, aby to urzeczywistnić, konieczne było stworzenie ram prawnych, które wymuszą od "globalnych graczy" respektowanie tego prawa. "Dziś nie ma tego rodzaju skutecznych narzędzi, dziś media społecznościowe decydują same, jakie treści będą cenzurowane, usuwane" - powiedział Ziobro.