Grenlandia znalazła się w centrum uwagi, kiedy były już prezydent Stanów Zjednoczonych Donald Trump w 2019 r. wyraził chęć jej zakupu. Pomysł przepadł, ale polityk wcale nie żartował. Szukał sposobu, jak uprzedzić Chiny w wyścigu o nietknięte i niezwykle bogate złoża metali ziem rzadkich na Grenlandii. Ta sprawa stała się najbardziej palącą kwestią polityczną na zamieszkiwanej zaledwie przez 56 tys. osób największej wyspie świata (zakładając, że Australia jest kontynentem). To z powodu planów eksploatowania złóż we wtorek doszło do przyspieszonych wyborów. Ich wynik może zablokować drogę Państwu Środka do objęcia jednego z największych źródeł metali ziem rzadkich na świecie.
Konkretnie powodem przyspieszonych wyborów były złoża Kvanefjeld w południowej części wyspy. Obfitują one m.in. w neodym, który jest wykorzystywany szeroko w przemyśle do produkowania mikroczipów, smartfonów, baterii, turbin wiatrowych czy samochodów. Neodym jest też pożądanym surowcem w przemyśle zbrojeniowym. Poprzedni rząd socjaldemokratów z ugrupowania Siumut wydał wstępną zgodę na budowę kompleksu wydobywczego spółce Greenland Minerals, która co prawda ma siedzibę w Australii, ale większość udziałów należy do chińskiego koncernu Chinese Shenghe Resources. Jeśli koncernowi udałoby się projekt zrealizować, szanse na zrównoważenie rynku metali ziem rzadkich na świecie byłyby niewielkie. Już dzisiaj Pekin kontroluje 90 proc. światowego wydobycia tych surowców, które mają kluczowe znaczenie w światowym wyścigu technologicznym.