Podczas briefingu prasowego w sobotę na placu Matejki w Krakowie szef ludowców Władysław Kosiniak-Kamysz podkreślił, że szanuje decyzje PO o wyrzuceniu posłów Ireneusza Rasia i Pawła Zalewskiego, ale równocześnie odczytuje ją jako określenie się przez PO partią liberalno-lewicową, a nie centrową.

Prezes PSL w swojej wypowiedzi odniósł się szczególnie do osoby Ireneusza Rasia. Jak zaznaczył, od lat współpracuje z nim na rzecz Małopolski i Krakowa, i łączy ich podobny światopogląd.

"Jeżeli nie ma głównego rozgrywającego po tej części konserwatywnej, a takim się wydawał w ostatnich miesiącach Ireneusz Raś, to znaczy, że wybór bycia partią liberalno-lewicową się dokonał" - powiedział szef ludowców.

Reklama

Dopytywany o dalszą współpracę z Rasiem Kosiniak-Kamysz podkreślił, że na pewno dalej będą ze sobą współpracować, może i bliżej niż do tej pory.

Jak zaznaczył, nigdy nie był zwolennikiem "wrogich przejęć", a Koalicja Polska szanuje decyzje innych partii i jest otwarta na ludzi o podobnych poglądach.

Powiedział także, że życzy PO jak najlepiej, a sporów w opozycji jest już, po sprawie Funduszu Odbudowy, tak wiele, że "trzeba wylewać oliwę na wzburzone fale, a nie podsycać ogień pod jakąś wojnę miedzy partiami opozycyjnymi".

Posłowie Ireneusz Raś i Paweł Zalewski zostali w piątek przez zarząd PO wykluczeni z partii "za działanie na szkodę Platformy". Obaj podpisali niedawno list ponad 50 parlamentarzystów PO i KO, w którym znalazł się m.in. apel o zmiany w partii. Decyzja zarządu oburzyła innych sygnatariuszy listu. Decyzja o usunięciu dwóch parlamentarzystów miała zapaść zdecydowaną większością głosów; nie poparła jej jedynie niewielka grupa współpracowników Schetyny, m.in. Robert Tyszkiewicz, Andrzej Halicki oraz były szef klubu PO Sławomir Neumann.

Obaj wykluczeni zareagowali na decyzję zarządu zdziwieniem, podkreślając, że nie znają jej przyczyn.