Jak pisze "SZ", politycy i współpracownicy kilku niemieckich partii otrzymali 15 i 24 sierpnia maile pochodzące jakoby z kwatery głównej NATO mające dotyczyć trzęsienia ziemi we Włoszech i puczu w Turcji.

Podany w mailu link w rzeczywistości prowadził do serwera, z którego wgrywano program hakerski uszkadzający oprogramowanie i pozwalający na szpiegowanie komputera odbiorcy. Niemiecki Wywiad Zagraniczny (BND) i NATO nabrały po kilku dniach podejrzenia i ostrzegły 7 września Narodowe Centrum Obrony przed Cyberatakami. Szef Federalnego Urzędu Bezpieczeństwa i Technik Informacyjnych (BSI) Arne Schoenbohm osobiście poinformował 9 września kluby poselskie w Bundestagu o ataku.

"SZ" przypomina, że Bundestag został w 2015 roku zaatakowany przez hakerów, którym udało się przechwycić hasła administratora całego systemu komputerowego parlamentu. W obu przypadkach eksperci rządowi podejrzewają hakerów rosyjskich należących do grupy apt28 lub Sofacy Group i działających na polecenie rządu.

Reklama

Atak z sierpnia był skierowany nie tylko przeciwko klubom parlamentarnym, lecz także strukturom partyjnym poza parlamentem, w tym CDU w Kraju Saary, gdzie w marcu przyszłego roku odbędą się wybory regionalne. BSI obawia się, że sprawcy ataków będą chcieli wpływać na niemiecką opinię publiczną podczas kampanii przed wyborami do Bundestagu na jesieni 2017 roku.

Niemieccy eksperci sądzą, że może dojść do powtórki sytuacji z USA, gdzie podczas kampanii wyborczej przed listopadowymi wyborami prezydenckimi doszło do wycieku tysięcy maili dotyczących Partii Demokratycznej.

"Sueddeutsche Zeitung" oraz stacje telewizyjne WDR i NDR utworzyły w zeszłym roku grupę dziennikarzy śledczych badających przypadki cyberataków. (PAP)