Joshua Wong i Alex Chow zostali uznani za winnych udziału w nielegalnym zgromadzeniu i przedostaniu się na teren kompleksu rządowego, a Nathan Law nakłaniania innych osób do tego samego. Ich działania zapoczątkowały masowy ruch prodemokratyczny, którego symbolem były żółte parasole, stanowiące ochronę przed gazem pieprzowym używanym przez policję.

Wszyscy trzej sądzeni podkreślili, że nie żałują zaangażowania w protesty dwa lata temu. Oznajmili, że nie podjęli jeszcze decyzji, czy będą się odwoływać. "Gdybyśmy mogli zrobić to jeszcze raz, zrobilibyśmy" - oświadczył Wong.

Cała trójka została zwolniona za kaucją. Przed sądem mają stawić się ponownie 15 sierpnia, kiedy ma zostać ogłoszony wymiar kary.

Reklama

Od końca września 2014 roku protestujący, których większość stanowili licealiści, studenci i młodzi pracownicy, domagali się nieingerowania władz centralnych Chin w zaplanowane na 2017 rok pierwsze w historii wybory powszechne w Hongkongu. Żądali też dymisji szefa lokalnej chińskiej administracji. Powszechny sprzeciw protestujących wywołała zapowiedź wcześniejszego zatwierdzania kandydatów w wyborach przez lojalny wobec Pekinu komitet nominacyjny.

W pierwszych tygodniach na ulice wyszły dziesiątki tysięcy ludzi; dochodziło do starć z policją. Jednak z czasem demonstracje słabły. Policja zlikwidowała ostatnie miejsce protestów w połowie grudnia 2014 roku. Trwające 79 dni demonstracje uliczne sparaliżowały centralną część Hongkongu i należały do najodważniejszych wystąpień przeciwko władzom w Pekinie.

Gdy w 1997 roku Hongkong, była brytyjska kolonia, wracał pod rządy Pekinu w ramach zasady "jeden kraj, dwa systemy", obiecano mu szeroki zakres autonomii, w tym politycznej. Jak przewiduje agencja Reutera, uznanie za winnych studenckich przywódców, których bardziej radykalni działacze mogą ogłosić "politycznymi męczennikami", może spowodować kolejne demonstracje w okresie narastających tarć między Hongkongiem a Pekinem. (PAP)