Obywatele wolą usłyszeć od rządzących nawet trudną prawdę, niż odkryć, że byli oszukiwani. Jeśli przyzwyczaja się ich do tego, że państwo na wszystko stać, to potem nie godzą się na wyrzeczenia.
Ogień i gaz na ulicach, paraliż części kraju, pałki i ranni – to nie efekt buntu leniwych Greków, którym Niemcy zabierają suwerenność. To raczej reakcja na lata kłamstw, jakimi greccy politycy karmili swój naród. Wmawiali im, że stać ich na przechodzenie na emerytury w wieku 60 lat, a w rzeczywistości kilka lat wcześniej, na dawanie jednej trzeciej zatrudnionych dodatków za pracę w szkodliwych warunkach, przyznawanie urzędnikom dodatków na Boże Narodzenie i Wielkanoc, a bezrobotnym wysokie zasiłki nawet przez dwa lata.
Takiego rozbudowanego systemu świadczeń socjalnych nie wytrzyma żadna gospodarka. Dla ciągnącej się w ogonie UE Grecji musiało oznaczać to permanentne życie na kredyt. Rządzący tam od lat socjaliści kupowali spokój i poparcie, rozszerzając przywileje. Choć była to polityka bez pokrycia, to przez lata dawała efekty – pozwalała wygrywać kolejne wybory. Z punktu widzenia partyjnej elity kolejni członkowie rodzinny Papandreu byli więc silnymi przywódcami, którzy niemal zawsze swoje ugrupowanie utrzymywali na powierzchni. Ale kupowanie głosów wyborców zagranicznymi kredytami musiało zrujnować kraj. Aż dziwne, że ta patologia trwała tak długo.
Załóż konto lub zaloguj się
i zyskaj dostęp na 14 dni za darmo.
Materiał chroniony prawem autorskim - wszelkie prawa zastrzeżone.
Dalsze rozpowszechnianie artykułu za zgodą wydawcy INFOR PL S.A. Kup licencję.