Ministerstwo Spraw Zagranicznych wybrało pięć miast, które w drugiej połowie przyszłego roku, podczas prezydencji Polski w Unii Europejskiej, będą gościć brukselskich dyplomatów i urzędników. Na liście resortu znalazły się: Warszawa, Wrocław, Kraków, Poznań i Sopot.

– W tych miastach odbywać się będą nieformalne szczyty i spotkania najważniejszych unijnych polityków – wyjaśnia Monika Janus-Klewiado z resortu spraw zagranicznych.

Francuzów nie przebijemy

W ciągu pół roku zorganizowanych zostanie co najmniej 200 takich imprez, w tym ponad 30 nieformalnych rad ministrów. Na całą naszą prezydencję ministerstwo ma przeznaczone 110 mln euro. Francuzi, którzy przewodzili Unii w drugiej połowie 2008 roku, wydali 170 mln euro. Do dziś unijni urzędnicy wspominają kolację w paryskim Muzeum Sztuk Pięknych zorganizowaną podczas szczytu śródziemnomorskiego. Samo jedzenie kosztowało ponad 62 tys. euro. To jednak nic w porównaniu z milionem euro, który organizatorzy wydali na przystosowanie muzeum do bankietu oraz zapewnienie gościom należytego bezpieczeństwa. Tak więc uroczysty posiłek, w którym udział wzięło dwustu notabli, kosztował po ponad 5 tys. euro na osobę.

Sopot na pierwszy ogień

Wszystko zacznie się w Trójmieście. Sopot jako pierwszy, już w lipcu przyszłego roku, przyjmie zagraniczne delegacje. Po sierpniowej przerwie wakacyjnej dygnitarze co miesiąc będą się przenosić kolejno do Wrocławia, Poznania, Krakowa i Warszawy.

– Szkoda, że na liście miast goszczących unijnych polityków nie znalazła się żadna miejscowość ze wschodniej Polski. Zorganizowanie choć kilku imprez w Lublinie czy Białymstoku byłoby świetną promocją dla unijnego Partnerstwa Wschodniego, które podobno jest priorytetem polskiej dyplomacji – uważa analityk stosunków międzynarodowych Grzegorz Kostrzewa-Zorbas.

Wycieczka po kraju

MSZ tłumaczy, że listę miast opracowała specjalna 10-osobowa komisja złożona z urzędników Centrum Informacyjnego Rządu, protokołu dyplomatycznego, Biura Ochrony Rządu i policji. W ciągu ostatnich dwóch lat odwiedziła ona kilkanaście polskich miast. – O wyborze tych pięciu zdecydowały jasne kryteria: lotnisko z rozbudowaną siecią połączeń, kilka hoteli w standardzie 4-gwiazdkowym, sale konferencyjne zgodne z wymaganiami spotkania na szczeblu ministerialnym oraz infrastruktura dojazdowa umożliwiająca swobodne i bezpieczne przemieszczanie się uczestników spotkań – mówi Janus-Klewiado.

Właśnie to „swobodne i bezpieczne przemieszczanie się uczestników” może najbardziej dać się we znaki mieszkańcom miast, w których organizowane będą spotkania. Najlepiej wiedzą to mieszkańcy Krakowa, którzy stali w korkach podczas ubiegłorocznego nieformalnego spotkania ministrów obrony państw NATO.

Ważne!

Co sześć miesięcy kolejne państwo członkowskie Unii Europejskiej sprawuje prezydencję, czyli przewodniczy pracom Rady Unii Europejskiej. W tym czasie staje się gospodarzem większości unijnych wydarzeń, jest odpowiedzialne za organizację spotkań i gra kluczową rolę na wszystkich polach aktywności UE. Polska obejmuje przewodnictwo 1 lipca przyszłego roku

W kraju mamy silniejszą pozycję

Janusz Reiter, były ambasador Polski w Niemczech i Stanach Zjednoczonych, prezes Centrum Stosunków Międzynarodowych w Warszawie

Nasi dyplomaci chcą zorganizować w Polsce nieformalne spotkania unijnych urzędników uzupełniające oficjalne brukselskie szczyty. To dobry pomysł?

Świetny. Na własnym terenie, występując w roli gospodarza, nasi negocjatorzy będą czuć się silniejsi. W trakcie takich nieformalnych spotkań i rozmów można skutecznie przekonywać do naszych postulatów i zdobyć dla nich poparcie innych krajów. W Brukseli, która jest biurokratyczną stolicą Europy, nasza przewaga jest mniejsza.

Polskie miasta liczą też na darmową promocję.

Oczywiście. Takie spotkania są nie tylko wydarzeniami politycznymi, ale też promocyjnymi. Obecność ważnych polityków i urzędników zawsze przyciąga uwagę mediów z całej Europy. To świetna reklama.

Czy nie szkoda więc, że nie skorzystają z niej miasta na wschód od Wisły?

Nie znam kryteriów, które zadecydowały o wyborze lokalizacji. Mogę tylko powiedzieć, że w wielu europejskich państwach organizuje się spotkania na najwyższym szczycie poza stolicami. To forma promocji regionów. Do dziś pamiętam szczyt Unii w Essen, który wprowadził to miasto do europejskiej polityki, bo zapadły na nim ważne decyzje dotyczące rozszerzenia Wspólnoty.