Nowa stacja kaszubska w ubiegłym tygodniu dostała koncesję na nadawanie. Od 1 sierpnia wystartuje najpierw z kilku- godzinnym programem, w dwóch dziennych blokach: porannym (śniadaniowym) i wieczornym (publicystycznym). Później widzowie mają dostać programy interwencyjne o tematyce społecznej, które sami będą współtworzyć. Ważna dla CSBTV będzie tematyka morska: dla mieszkańców Pomorza potraktowana w sposób biznesowy, a dla reszty w sposób rekreacyjno-wypoczynkowy. Stację będzie można oglądać nie tylko na Kaszubach, lecz także na całym świecie – będzie nadawana przez satelitę. Kaszubski charakter telewizji mają podkreślać programy prowadzone w języku kaszubskim, poświęcone kulturze regionu.

Pomysłu na telewizję dostarczyło jej twórcom istniejące już od dwóch lat na Śląsku przedsięwzięcie TV Silesia. – Jest hitem, na 100 dostępnych kanałów w języku polskim zajmuje 21. miejsce. Będziemy się więc wzorować na tym pomyśle – mówi Artur Jabłoński, szef CSBTV.

Pomysł stworzenia telewizji adresowanej specjalnie do Ślązaków czy specjalnie do Kaszubów wykorzystuje silne w obu regionach poczucie tożsamości etnicznej. Zarówno Śląsk, jak i Kaszuby to także regiony, w których mówi się własnym, wciąż żywym językiem. Produkt wykorzystujący te silne więzi społeczne ma więc szanse dobrze się sprzedać. Jednak CSBTV to nie tylko pomysł na wykorzystanie poczucia przynależności etnicznej. – Specyfika naszej ramówki będzie raczej regionalna, pomorska – mówi Artur Jabłoński. – Ludzie z Władysławowa chcą wiedzieć, co się dzieje w Kościerzynie, i na odwrót – dodaje.

Firmy z Kościerzyny chętnie też zareklamują się we Władysławowie, i na odwrót. A telewizja regionalna stwarza im do tego dobrą okazję. W stacjach ogólnopolskich ceny reklam dla małych film są za wysokie, a reklama na cały kraj jest im niepotrzebna. Pokazanie swojej oferty w regionie stwarza natomiast dobrą okazję do rozwoju lokalnym przedsiębiorstwom. Dla regionalnej telewizji reklamy takie będą za to głównym źródłem dochodu.

Twórcy TV liczą też na reklamy ogólnopolskie. Przede wszystkim jednak stawiają na niskie koszty produkcji programów. – Wóz transmisyjny? Rozwój techniki pozwala zastąpić go laptopem, który reporter zabierze ze sobą w teren. I my chcemy iść w tę stronę – mówi Jabłoński.

Medioznawca Krystyna Doktorowicz widzi dla kaszubskiego przedsięwzięcia szansę. – Jest ogromna potrzeba regionalizmów w mediach, internet jej nie zaspokaja, bo dla wielu ludzi, zwłaszcza starszych, na wsiach, jest nieosiągalny – mówi. Dodaje, że kanały regionalne na pewno nie staną się tak silne, żeby w przyszłości wyprzeć ogólnopolskie, ale będą się rozwijać równolegle z nimi.