Łukaszenka traci robotników. Białoruś gwiżdże

Białoruski prezydent z jednej strony mówił wczoraj, że tylko jego śmierć może doprowadzić do zmiany władzy. Z drugiej powiedział, że może zgodzić się na zmianę konstytucji i nowe wybory po jej uchwaleniu.

W niedzielę na wiecu Alaksandra Łukaszenki na centralnym placu Mińska nie było przeciwników prezydenta, więc mógł on jeszcze się łudzić, że naród wciąż go popiera. Wczoraj został jednak wygwizdany podczas spotkania z robotnikami fabryki MZKC, produkującej ciągniki kołowe i podwozia, m.in. dla wojska. – Odejdź! – krzyczeli uczestnicy wiecu. – Możecie sobie krzyczeć – odpowiadał im Łukaszenka. – Otruli ludzi sieciami społecznościowymi. Niektórzy pomyśleli: to już, władzy nie ma, władza upadła. Władza nigdy nie upadnie. Znacie mnie. Jeszcze się z nimi policzymy. Po prostu trzeba pocierpieć – zapewniał.

Pozostało 81% treści
Ten artykuł przeczytasz tylko z aktywną subskrypcją Premium.
Teraz z Płatnościami powtarzalnymi BLIK
zyskasz dostęp do wszystkich treści
za 29 zł / miesiąc przez 3 miesiące


Możesz anulować w dowolnym momencie.
Źródło: Dziennik Gazeta Prawna
Autopromocja
381536mega.png
381439mega.png
381557mega.png
©℗

Materiał chroniony prawem autorskim - wszelkie prawa zastrzeżone.

Dalsze rozpowszechnianie artykułu za zgodą wydawcy INFOR PL S.A. Kup licencję.