Hołownia mówił w TVN 24, że w ostatnich dwóch tygodniach kampanii wyborczej nie było „ani cienia merytoryki”, ale była „polaryzacja”, której symbolem są „dwie debaty” – w Lesznie z udziałem Trzaskowskiego oraz w Końskich z udziałem Dudy.

„Dwie 49-procentowe Polski, rozdarte, podzielone jakimś ognistym murem i bez woli ani z jednej, ani z drugiej strony, żeby chociaż ten mur przeskoczyć. To strasznie smutny widok, ta kampania” – stwierdził.

Wyjaśnił także, czego jego zdaniem w tej kampanii zabrakło. „Jeżeli coś mogłoby być takim +game changerem+ tej kampanii, czego mi tutaj naprawdę zabrakło, również ze strony Rafała Trzaskowskiego, to mówiąc wprost, żeby pojechał do tych Końskich. Żeby wreszcie ktoś się pojawił, bo nie wiem, czy po Andrzeju Dudzie można by było się spodziewać, że pojechałby do Leszna” – powiedział.

Reklama

Jak mówił, jeśli ktoś chce być prezydentem RP, a nie prezydentem wyborców swojej partii, to „powinno go być stać na symboliczny gest wyciągnięcia ręki do tych, którzy stoją po drugiej stronie muru”.

Hołownia podtrzymał, że odda w II turze głos na Trzaskowskiego. „Zrobię to nie dlatego, że zgadzam się z tą wizją, tylko zrobię to dlatego, żeby mieć przynajmniej przekonanie, że w Polsce będą jeszcze jakieś wybory, w których będę mógł go pokonać na program i na wizję Polski” – powiedział.

„Jeżeli Andrzej Duda zostanie prezydentem, to mówiąc szczerze, nie mam pewności, czy i kiedy jakiekolwiek wybory w Polsce się odbędą” – dodał Hołownia.

Andrzej Duda uzyskał 43,5 proc. głosów, a Rafał Trzaskowski - 30,46 proc. Obaj zmierzą się w II turze w najbliższą niedzielę, 12 lipca.(PAP)

Autorka: Agnieszka Ziemska