Sześciu polityków ubiegających się o najważniejsze stanowisko w Polsce spytaliśmy o to, jakie mają poglądy w kwestii obronności. Wszyscy uważają, że kluczową kwestią jest obrona przeciwrakietowa.
DGP
Ten nacisk na obronę przeciwrakietową jest nieco zaskakujący, zwłaszcza że mimo konsensusu Ministerstwo Obrony od ponad roku nie podejmuje w tej kwestii żadnych wiążących decyzji.
Reklama



DGP
Niemal wszyscy – oprócz Roberta Biedronia – zgadzają się również, że docelowy poziom finansowania – 2,5 proc PKB w 2030 r. – jest właściwy. Co oznacza, że w najbliższych latach wydatki na obronność powinny rosnąć.
Kandydat Lewicy i Szymon Hołownia nie są za zwiększaniem liczebności sił zbrojnych. Hołownia wraz z Małgorzatą Kidawą-Błońską chcą za to powrotu oficerów, którzy w ostatnich latach, gdy ministrami byli Antoni Macierewicz i Mariusz Błaszczak, odeszli lub zostali wypchnięci z wojska.
Jeśli chodzi o Wojska Obrony Terytorialnej, to kandydaci zgadzają się, że powinny one zostać podporządkowane szefowi sztabu, a nie ministrowi obrony, tak jak jest obecnie. Także urzędujący prezydent Andrzej Duda jest za takim rozwiązaniem. Jednak uważa, że to powinno się wydarzyć za pięć lat. Prezydent stwierdził, że „Siły Zbrojne RP powinny dysponować przejrzystym systemem dowodzenia”, a „proces reformy dowodzenia został już rozpoczęty poprzez przywrócenie jednoosobowego dowodzenia armią przez szefa Sztabu Generalnego WP”. To zaskakuje w kontekście tego, że to właśnie Andrzej Duda swoimi nominacjami doprowadził do sytuacji, gdy mamy dwóch czterogwiazdkowych generałów, którzy prowadzą ze sobą wojny podjazdowe. Krzysztof Bosak wyróżnia się tym, że chce zwiększenia liczby żołnierzy zawodowych aż do 200 tys. (to praktycznie podwojenie obecnej liczby), a Władysław Kosiniak-Kamysz mocno akcentuje rozwój polskiego przemysłu zbrojeniowego.