Mamy do czynienia z uderzeniem mającym na celu rozbicie wspólnoty euroatlantyckiej i jedności europejskiej - mówi Marcin Przydacz, wiceminister spraw zagranicznych ds. polityki wschodniej i azjatyckiej.
Dlaczego Rosja nas atakuje? Czy Rosjanie nie chcą w ten sposób wyciągnąć najsłabszego ogniwa spośród państw niechętnie myślących o resecie z Moskwą?
Nie widzę tego w ten sposób. Nie jesteśmy jedynym atakowanym państwem. Rosjanie zaatakowali też USA. Pamiętamy tweety, że to amerykańskie korporacje doprowadziły do wojny. Ambasada Rosji w Paryżu pisała o porozumieniu z Monachium trzech krwawych aktorów – Francuzów, Brytyjczyków i dopiero w trzeciej kolejności Niemców. Mamy do czynienia z uderzeniem mającym na celu rozbicie wspólnoty euroatlantyckiej i jedności europejskiej. Kreml chce, żebyśmy dyskutowali, kto zachował się przyzwoicie przed i w czasie wojny, kto był antysemitą, a kto nie. To jest obliczone na wywołanie sporów między nami. W ostatnich tygodniach Rosjanie są w tej sprawie nieskuteczni. Świat zachodni zareagował jednoznacznie. Uznano próbę reinterpretacji historii przez Władimira Putina za absurd. Jest jasne, że celem Stalina była rewizja porządku wersalskiego, a narzędziem do tego był pakt Ribbentrop-Mołotow, bezpośrednia przyczyna II wojny światowej. A że armia radziecka rzeczywiście walczyła potem z nazizmem i walnie przyczyniła się do jego pokonania – tego przecież nikt nie neguje. Ważne jednak, aby pamiętać nie tylko, z kim walczyła Armia Czerwona, ale i o co. Nie przyniosła przecież pełnej wolności.