Reklama

Sasin pytany w TVP Info jak odczytuje wypowiedzi kanclerzy Niemiec i Austrii Angeli Merkel oraz Sebastiana Kurza, że należy tworzyć regionalne centra dla uchodźców i migrantów w Afryce Północnej, odpowiedział, że "odczytuje to jako przyjęcie stanowiska, które Polska prezentowała od dawna".

"Pamiętam przełomowe sejmowe wystąpienie prezesa Jarosława Kaczyńskiego, kiedy jeszcze Prawo i Sprawiedliwość było w opozycji, kiedy był rząd pani premier Ewy Kopacz, który godził się na to, aby przyjmować do Polski uchodźców czy emigrantów, którzy przybyli do Europy i nie zostali w żaden sposób sprawdzeni. Nie byliśmy pewni tego, czy oni nie zagrażają bezpieczeństwu naszych obywateli" - podkreślił szef KSRM.

Jak zaznaczył, tamten rząd godził się na to, żeby przyjmować uchodźców w ramach automatycznej relokacji. "Wtedy Jarosław Kaczyński powiedział w Sejmie, że właściwą formą pomocy tym ludziom jest tworzenie warunków do życia tam właśnie, na miejscu, w regionach, z których oni pochodzą" - powiedział Sasin. "Dzisiaj Unia Europejska idzie tą stroną, szkoda, że tak późno, bo prawie trzy lata zostały zmarnowane. Gdyby ktoś posłuchał wtedy Jarosława Kaczyńskiego w Europie, mogliśmy już wtedy tą politykę obrać" - podkreślił minister.

Dodał, że przewodniczący Rady Europejskiej Donald Tusk mocno krytykował wtedy Jarosława Kaczyńskiego. "Wtedy mówiono, że Jarosław Kaczyński jest tym, który próbuje iść pod prąd w Unii Europejskiej. Okazuje się, że dzisiaj UE cała przyjęła ten kierunek jako właściwy. Szkoda tego zmarnowanego czasu, ale lepiej późno niż wcale" - mówił Sasin.

"My będziemy w dokładnie tym kierunku działać i zachęcać do takiego działania, i będziemy się przede wszystkim stanowczo sprzeciwiać pojawiającym się niestety w dalszym ciągu wśród polityków europejskich tendencjom do tego, żeby na siłę tych uchodźców przyjmować i relokować w krajach europejskich, w tym w Polsce, to jest dla nas nie do przyjęcia i na pewno takiej zmiany stanowiska w tej sprawie nie będzie" - zapowiedział szef KSRM.

W czwartek w Brukseli rozpoczyna się dwudniowy szczyt UE, na którym przywódcy unijni mają rozmawiać głównie o migracji. Polskę będzie reprezentował premier Mateusz Morawiecki. Z projektu dokumentu na to spotkanie, który w ubiegłym tygodniu wyciekł do mediów, wynika, że przywódcy unijni mają uzgodnić utworzenie regionalnych ośrodków m.in. w Afryce Północnej do wysadzania migrantów ze statków ratunkowych, aby nie docierali do UE.

Szczyt ma też odnotować postępy w pracach dotyczących wspólnego systemu azylowego; wśród dyplomatów panuje przekonanie, że nie ma szans na porozumienie w sprawie relokacji uchodźców. Unijni przywódcy mają też m.in. zaaprobować przedłużenie sankcji wobec Rosji czy rozmawiać o stosunkach ze Stanami Zjednoczonymi, w tym – o spodziewanych kolejnych restrykcjach handlowych ze strony USA - czy o obronności (z udziałem sekretarza generalnego NATO Jensa Stoltenberga przed lipcowym szczytem Sojuszu). W piątek w formacie 27 krajów, już bez Wielkiej Brytanii, przywódcy mają rozmawiać o stanie negocjacji z tym krajem. Państwa strefy euro w poszerzonym do 27 krajów formacie będą rozmawiać o reformach strefy euro.

Morawiecki ma się też spotkać, bezpośrednio przed rozpoczęciem szczytu, wraz z szefami rządów państw Grupy Wyszehradzkiej: Węgier - Viktora Orbana, Słowacji - Petera Pellegriniego, Czech - Andreja Babisza, z prezydentem Francji Emmanuelem Macronem. Jednym z tematów rozmowy ma być kwestia migracji.