W poniedziałek wieczorem nadal trwały poszukiwania trzech górników. Wstrzymano wydobycie węgla.
Reklama

Prokuratura Okręgowa w Gliwicach wszczęła śledztwo w sprawie sobotniego wypadku w Zofiówce. Dlaczego gliwicka, a nie jastrzębska? – Ze względu na wagę zdarzenia oraz m.in. to, że były ofiary śmiertelne. Jastrzębska prokuratura rejonowa podlega naszej – tłumaczy Joanna Smorczewska, rzeczniczka gliwickiej prokuratury.

W sobotę ok. godz. 11 w kopalni Zofiówka w Jastrzębiu-Zdroju na głębokości 900 m doszło do wstrząsu o sile 3,42 stopnia w skali Richtera. W rejonie zagrożenia było 11 górników. Czterech wyszło o własnych siłach. Dwóch szybko znaleźli ratownicy. W niedzielę dotarli do dwóch ciał. Poszukiwania trzech górników nadal trwają. Nie ma z nimi kontaktu, ale teren poszukiwań się zawęża.

– Po jednej stronie chodnika ratownikom zostało do przeszukania 150 m, po drugiej 125 m – powiedział wczoraj przed godz. 18 prezes JSW Daniel Ozon, informując, że w poniedziałek na dole pracowały na zmianę 42 zastępy, czyli 210 ratowników. W nocy z niedzieli na poniedziałek udało się im doprowadzić do skrzyżowania z zawalonym chodnikiem system wentylacyjny, dzięki czemu do rejonu poszukiwań pracujące z maksymalną mocą wentylatory tłoczą świeże powietrze, które obniża stężenie metanu. To pozwala ratownikom pracować wydajniej, w lepszych warunkach i dłużej. Jeśli nie muszą używać aparatów tlenowych, które wystarczają na dwie godziny, nie ma potrzeby tak częstej wymiany pięcioosobowych zastępów.

Dwaj uratowani w sobotę górnicy przekazali wczoraj sztabowi nowe informacje co do możliwego położenia poszukiwanych. Na chwilę przed wstrząsem załoga zameldowała o wycofywaniu się przed planowanymi robotami strzałowymi (z użyciem materiałów wybuchowych) w chodniku przygotowywanym do rozpoczęcia prac wydobywczych. Kolejny telefon z miejsca planowanego odpalenia materiałów wybuchowych powinni wykonać kilkaset metrów dalej, ale nie zdążyli, bo do wstrząsu doszło tuż po pierwszym. Trzej poszukiwani górnicy nie muszą się znajdować w zawale skał, ale mogą być po drugiej stronie chodnika, za skrzyżowaniem, do którego doprowadzona została wentylacja.

Ratownicy pracują w bardzo trudnych warunkach. Na dole jest ponad 30 stopni Celsjusza, a w skalnym rumowisku prześwity mają momentami tylko 30 cm i trzeba je powiększyć, by ratownicy mogli się przecisnąć, co spowalnia akcję.

– Ratownicy są zdeterminowani, ciągle mamy nadzieję na odnalezienie żywych górników – mówił Daniel Ozon. Jego zdaniem to najtrudniejszy moment w trwającej od soboty akcji. Nowych informacji należy się spodziewać we wtorek ok. godz. 9.

W poniedziałek zdecydowano się użyć lokalizacyjnego odbiornika pomiarowego (GLOP), który do 25 m jest w stanie namierzyć nadajniki GLON w lampach górniczych. Nie znalazł on wczoraj żadnego sygnału. Na dole są też wideoendoskop przemysłowy i sonda o zasięgu 15 m, ale ich skuteczność ogranicza ogromna ilość metalowych elementów, obudów, rurociągów, przenośników itp. zasypanych w skalnym rumowisku.

W poniedziałek ruch Zofiówka (czyli część kopalni zespolonej Borynia – Zofiówka – Jastrzębie) nie wydobywał węgla, Borynia i Jastrzębie fedrowały normalnie. Nie wiadomo, czy dziś ruszy wydobycie.

Jak ustalił DGP, w rejonie, w którym doszło do wstrząsu, miały być uruchomione dwie nowe ściany wydobywcze węgla koksowego stanowiącego bazę do produkcji stali, którego JSW jest największym producentem w Unii Europejskiej. Ale nie powstaną, co oznacza, że kopalnia nie wydobędzie – według naszych szacunków – kilkuset tysięcy ton węgla o rynkowej wartości ok. 70 mln dol. (ponad 200 mln zł). Oficjalnie jednak decyzje o przyszłości rejonu katastrofy nie zapadły.

Na środę zaplanowano pierwsze posiedzenie komisji powołanej wczoraj przez prezesa Wyższego Urzędu Górniczego, która zajmie się badaniem przyczyn wypadku. Będzie pracowała pod przewodnictwem Zbigniewa Rawickiego – dyrektora departamentu górnictwa WUG. W jej skład weszli naukowcy i specjaliści m.in. z Akademii Górniczo-Hutniczej w Krakowie, Politechniki Śląskiej w Gliwicach, Głównego Instytutu Górnictwa oraz Instytutu Technik Innowacyjnych EMAG w Katowicach.

Do zadań komisji, oprócz zbadania przyczyn wypadku, będzie należało przygotowanie opinii o wpływie prowadzonych robót na sejsmiczność oraz możliwości kontynuowania prac w tym rejonie.

Naukowcy ocenią też przebieg akcji ratowniczej. Jak podkreślił Adam Mirek, prezes WUG, nie chodzi o szukanie ewentualnych winnych; komisja ma charakter techniczny.