„Brud” chwilami bywa fascynujący, ale ten film – choć oparty na powieści twórcy „Trainspotting” – po prostu trudno polubić
Bruce Robertson to szuja. Kropka. Zawstydziłby pewnie samego złego porucznika. Dla niego zabranie dziecku cukierka jest proste jak... zabranie dziecku cukierka. Pije na umór, ćpa wszystko, co białe, nastoletnim dziewczętom przyłapanym in flagranti proponuje seks oralny, spiskuje przeciwko kolegom z roboty, aby dostać upragniony awans. lista byłaby dłuższa, bo cały „Brud” to zapis halucynacyjnych eskapad detektywa Robertsona z edynburskiej policji, który z każdą sceną odpływa coraz bardziej, zaś kulminacja niejednego pozostawi z szeroko otwartymi z niedowierzania ustami. Pytanie jednak brzmi: po co to wszystko?
Załóż konto lub zaloguj się
i zyskaj dostęp na 14 dni za darmo.
Materiał chroniony prawem autorskim - wszelkie prawa zastrzeżone.
Dalsze rozpowszechnianie artykułu za zgodą wydawcy INFOR PL S.A. Kup licencję.