"Seks, narkotyki i podatki": Festyn na prowincji

"Seks, narkotyki i podatki"
"Seks, narkotyki i podatki"Media
13 maja 2014

Seks, narkotyki i podatki” to nic innego jak „Wilk z Wall Street” bez pazura.

Duński hipis to postać równie absurdalna co narciarz z Mozambiku. Ekscentryczność Simona Spiesa i Mogensa Glistrupa mogła się okazać jednak siłą napędową „Seksu, narkotyków i podatków”. Problem w tym, że temperament bohaterów zupełnie rozmija się z wrażliwością reżysera. „Seks, narkotyki…” znajdują się na antypodach dotychczasowej kariery Christoffera Boego. Duński twórca słynął do tej pory z mrocznych dramatów psychologicznych, z pamiętną „Rekonstrukcją” na czele. W ostatnich latach recepta na sukces uległa wyczerpaniu, więc wyrażana przez reżysera potrzeba zmiany wydaje się zupełnie naturalna. Boe zabrnął jednak w ślepą uliczkę, bo zupełnie nie radzi sobie za sterami łotrzykowskiej komedii.

Pozostało 68% treści
Ten artykuł przeczytasz tylko z aktywną subskrypcją Premium.
Teraz z Płatnościami powtarzalnymi BLIK
zyskasz dostęp do wszystkich treści
za 29 zł / miesiąc przez 3 miesiące


Możesz anulować w dowolnym momencie.
Źródło: Dziennik Gazeta Prawna
Autopromocja
381536mega.png
381439mega.png
381557mega.png
©℗

Materiał chroniony prawem autorskim - wszelkie prawa zastrzeżone.

Dalsze rozpowszechnianie artykułu za zgodą wydawcy INFOR PL S.A. Kup licencję.