Chcę wrócić do tego, co było symbolem PIW : wspaniałych, ciekawych książek, niekoniecznie najpopularniejszych – powiedział PAP nowy dyrektor Państwowego Instytutu Wydawniczego dr Łukasz Michalski. "Będziemy zatem w mniejszym stopniu skupiać się na rzeczach nowych i najatrakcyjniejszych rynkowo, a w większym na popularyzacji dziedzictwa PIW-u, działaniach pogłębiających tę prawdziwą przestrzeń kulturową, którą wypełnia literatura".
Przede wszystkim PIW realizując misję przestaje być klasycznym wydawnictwem komercyjnym. Poprzez słowo "misja" rozumiem służbę polskiemu inteligentowi, wydawanie i promowanie najlepszej literatury światowej i polskiej, co zresztą było tradycją PIW-u. Będziemy zatem w mniejszym stopniu skupiać się na rzeczach nowych i najatrakcyjniejszych rynkowo, a w większym na popularyzacji dziedzictwa PIW-u, działaniach pogłębiających tę prawdziwą przestrzeń kulturową, którą wypełnia literatura. Będziemy wznawiać klasykę i książki naukowe. Nie zabraknie nowości, choć będzie ich mniej niż w czasach, w których wydawnictwo było nastawione niemal wyłącznie na zysk.
To jest zupełnie inna formuła prawna. PIW dotychczas był spółką Skarbu Państwa, działającą na trochę innych zasadach nadzoru właścicielskiego niż normalne spółki. W tej chwili jest już państwową instytucją kultury, która podlega ustawie o instytucjach kultury, odpowiednim rozporządzeniom ministra kultury i dziedzictwa narodowego. Nadzór nad wydawnictwem, który wcześniej był w gestii ministra skarbu, sprawuje teraz minister kultury – to zmienia wszystko.
Moim marzeniem jest powrót do dawnej świetności PIW-u. Chciałbym, żeby oficyna wróciła do profilu wydawniczego i kondycji z czasów Pawła Hertza - niezwykłego wieloletniego redaktora, dobrego ducha PIW-u, który był kimś znacznie ważniejszym dla wydawnictwa niż urzędujący szefowie. Paweł Hertz jest dla mnie wyjątkowo istotną postacią i mówię tu zarówno o wymiarze intelektualnym, jak i osobistym. Możliwość kontynuowania jego dzieła traktuję jako wielki zaszczyt i ogromne zobowiązanie. PIW pozostanie przede wszystkim wydawnictwem literackim, w dużej mierze skupionym na klasyce i opracowaniach krytycznych, czyli obszarach, których komercyjni wydawcy raczej unikają. Będziemy także wydawać dużo historii i szeroko rozumianej eseistyki humanistycznej. Chciałbym, by PIW znów stał się marką - wyznacznikiem jakości kulturowej.
Może raczej odbudowa. Chciałbym definitywnie zamknąć ten bardzo zły rozdział w dziejach PIW. Interesuje mnie kontynuacja wspaniałych tradycji wydawnictwa. Dzieje Państwowego Instytutu Wydawniczego są historią paradoksalnego tryumfu dobra nad złem. Mało kto dzisiaj pamięta, że PIW został stworzony tuż po wojnie, jako sztandarowe, ideologiczne wydawnictwo partyjne, którego celem była indoktrynacja Polaków, to miała być główna maszyna propagandowa. Z tego zamierzenia nic jednak nie wyszło, bardzo szybko wydawnictwo nabrało intelektualnego charakteru, „wsiąkło” w klasykę, wreszcie zaczęło skupiać wokół siebie fascynujących i nie mających nic wspólnego z komunizmem ludzi. I wszystko to zdarzyło się mimo partyjnych szefów. Ta historia, czy może wręcz dziedzictwo PIW, jest dla mnie zobowiązaniem. Po tym, co zdarzyło się w ciągu ostatnich 8 czy 10 lat, czasie dewastacji – i to często zaplanowanej – chcę wrócić do tego, co było symbolem PIW-u: wydawania wspaniałych, ciekawych książek, niekoniecznie najpopularniejszych.
Oczywiście, profil jest zupełnie inny. PIW po prostu nie odwołuje się do tradycji literatury klasycznie rozrywkowej, choć jednocześnie bardzo wiele takich pozycji wydał. Tyle, że były to tytuły dużej klasy literackiej.
Używając języka księgowego - PIW długów nie ma, ma pewne zobowiązania, które w moim przekonaniu musimy pokryć. Przede wszystkim dlatego, że znaczna część z nich to zobowiązania licencyjne wobec podmiotów zagranicznych, czyli organizacji, które nie znają polskiego kontekstu, dla których jesteśmy po prostu nierzetelną, niepłacącą firmą. Jeśli mamy być dla nich partnerami, musimy to jak najszybciej uregulować.
Oscyluje między 300 a 400 tys. zł. Aby odzyskać wiarygodność należałoby to spłacić natychmiast. Niestety w tym momencie przelanie takiej kwoty spowodowałoby zapaść wydawnictwa, więc musimy to rozłożyć w czasie. Na pewno jednak spłacimy te zobowiązania.
Dwojako. Po pierwsze, jako kustosza lepszych od siebie. Z PIW-em związani byli wielcy polscy twórcy, redaktorzy oraz humaniści i z całych sił będę się starał, by nie dopuścić do zaprzepaszczenia ich dorobku. Myślę, że to jest już bardzo ambitne zadanie, chyba wykazałbym się pychą, próbując określić swoje kompetencje i ambicje wyżej. Druga rola – bardzo bym chciał zbudować zespół, wokół którego stopniowo tworzyć się będą kolejne kręgi ludzi zakochanych w legendzie PIW-u, rozumiejących jego misję - osobowości, które chciałyby z naszym wydawnictwem współpracować, bo kochają ważne i piękne książki.
Tu trzeba powiedzieć o kilku obszarach. Pierwszy - kontynuujemy wydawanie różnych pozycji, na które mamy już podpisane umowy, jak chociażby dzieła zebrane Mirona Białoszewskiego albo Witkacego. Kolejna sfera to projekty, które nazwałbym krytycznymi lub naukowymi. Będą to w większości dzieła wybrane i zebrane, wydania krytyczne - w porządnej szacie graficznej i opracowaniu edytorskim. Mogę zdradzić, że jednym z nich jest wielki i długoletni projekt dotyczący wszystkich dzieł zebranych Zygmunta Krasińskiego, które o dziwo od czasów przedwojennych nigdy nie były - w wersji nieocenzurowanej - wydane. Równolegle chciałbym wydawać dzieła naszych wielkich prozaików m.in. Jana Szczepańskiego oraz Jerzego Andrzejewskiego. Planujemy również biografie i książki historyczne, które były domeną PIW-u - jak choćby znaczna część serii „ceramowskiej” – oraz klasyczną eseistykę humanistyczną. Przewidujemy także rozmaite wznowienia, np. „Zmierzch i upadek Cesarstwa Rzymskiego” Edwarda Gibbona. Zdecydowaliśmy się na ciekawą formułę, w jakiej tytuł ten nie ukazał się od pierwszego wydania, czyli końca XVIII wieku. Zgodnie z zamysłem samego autora jednocześnie wydamy trzy tomy. Myślimy również o dramatach Samuela Becketta i to w innym kształcie niż dotychczasowe wydawania. Będzie także sporo poezji. Jeszcze w tym roku chciałbym, z racji okrągłej rocznicy śmierci, wydać poezje zebrane Andrzeja Bursy.
Chciałbym, żebyśmy wyszli z tej materialnej zapaści – ostatecznie i bezapelacyjnie – do końca tego roku. To m.in. oznacza poważny remont oraz otwarcie sali księgarskiej, która będzie jednocześnie miejscem spotkań. Oprócz tego, życzyłbym sobie, żebyśmy od następnego roku wydawali około 50 ciekawych, wartościowych książek rocznie i co najmniej dwa razy tyle e-booków. Z każdą książką PIW-u będą wychodzić e-booki, ale będziemy je wydawać również niezależnie. Liczę, że to będzie 50 papierowych wydań i co najmniej 100 e-booków rocznie. Oprócz tego planujemy wejście na rynek audiobooków. Rolę PIW-u widzę tutaj bardziej misyjnie niż komercyjnie, interesuje mnie współpraca z Polskim Związkiem Niewidomych. Służenie ludziom w potrzebie to przecież również rola instytucji kultury. Jesteśmy w pewnej części finansowani z pieniędzy podatników, a zatem naszym obowiązkiem jest pomoc w sferach, w których można to sensownie robić. Zwłaszcza, że audiobiblioteka Polskiego Związku Niewidomych jest bardzo ciekawym dokonaniem. Możliwe, że moglibyśmy pomóc ją rozwinąć czy wesprzeć systemową digitalizację zbiorów.
Zaczęliśmy rozmowy z Polskim Związkiem Niewidomych. Musimy się jeszcze na rynku audiobooków rozejrzeć, bo niezależnie od wszystkiego chcemy to robić przyzwoicie. Audiobook wydawany przez PIW to musi być najwyższy standard.
W gruncie rzeczy zbieżne ze stanowiskiem Ministerstwa Kultury i Dziedzictwa Narodowego. Myślę, że ważne jest uspokojenie rwetesu wokół tego projektu. Zdarzyło mi się już wysłuchiwać rzeczy szokująco absurdalnych na ten temat. Naprawdę projekt nie jest niczym dziwnym, podobne rozwiązania funkcjonują w wielu krajach Europy. Po pierwsze ograniczenie możliwości obniżki ceny dotyczy konkretnego tytułu, a nie wszystkich książek. Po drugie chodzi wyłącznie o nowości. Po trzecie mówimy tylko o jednym roku. Opowieści, że już nikt nigdy nie da żadnych rabatów, są próbą zdobywania pola krzykiem. Źle to odbieram, bo potrzebna jest spokojna, merytoryczna dyskusji. Zdaje się, że jest to coś, co sugerują wiceminister kultury prof. Magdalena Gawin oraz wicepremier, minister kultury prof. Piotr Gliński.
Materiał chroniony prawem autorskim - wszelkie prawa zastrzeżone.
Dalsze rozpowszechnianie artykułu za zgodą wydawcy INFOR PL S.A. Kup licencję.
Wpisz adres e-mail wybranej osoby, a my wyślemy jej bezpłatny dostęp do tego artykułu