"Niżyński. Zapiski z otchłani" - recenzja

"Niżyński. Zapiski z otchłani"
"Niżyński. Zapiski z otchłani"Media
12 grudnia 2013

W „Niżyńskim. Zapiskach z otchłani” w krakowskim Teatrze Słowackiego liczy się przede wszystkim rola Grzegorza Mielczarka. Fantastyczna.

Teatr polubił Wacława Niżyńskiego. Monodram Kamila Maćkowiaka o genialnym rosyjskim tancerzu przez kilka lat szedł kompletami w łódzkim Teatrze Jaracza, a teraz ma być przeniesiony do Polskiego w Warszawie. Rozgłosem cieszył się też „Bóg Niżyński” z Rafałem Gąsowskim, zrealizowany przez Piotra Tomaszuka w Wierszalinie. Przyznam, że nie lubiłem tych spektakli. Maćkowiak, owszem, wykorzystywał w tej roli warsztat baletmistrza, ale zdawał mi się minoderyjny, do upadłego zakochany w sobie w tej roli. Gąsowski grał ciekawiej, akcentując narastający trans Niżyńskiego. Tyle że wpadał przy tym w pułapkę aktorskiej histerii, co zamiast wzmacniać, osłabiało efekt. Geniusz i szaleniec w jednej osobie. Tancerz idealny i nieprzystosowany do życia idiota. Takie połączenie każdy aktor potraktuje niczym dar od losu. Gdyby ktoś zdecydował się nakręcić w Stanach film o Niżyńskim, odtwórca tej roli niejako z klucza stałby się pewnym kandydatem do Oscara. Tymczasem w skali zadania i w tym, jak jest ono efektowne, tkwi również pułapka. Grać Niżyńskiego oznacza bowiem zagrać Boga. To nic, że kalekiego, obolałego, pozbawionego władzy nawet nad sobą samym. To jednak wciąż jest Bóg. Jeśli ktoś zbyt mocno w to uwierzy, niechybnie skazuje się na karykaturę. Grzegorz Mielczarek w krakowskim przedstawieniu Józefa Opalskiego nie gra Boga.

Pozostało 64% treści
Wybierz pakiet i czytaj bez ograniczeń.

Bądź na bieżąco ze zmianami w prawie i podatkach.
Czytaj raporty, analizy i wyjaśnienia ekspertów.
Źródło: Dziennik Gazeta Prawna

Materiał chroniony prawem autorskim - wszelkie prawa zastrzeżone.

Dalsze rozpowszechnianie artykułu za zgodą wydawcy INFOR PL S.A. Kup licencję.

Autopromocja
381453mega.png
381439mega.png
381484mega.png