To już naprawdę przesada. Jak mi żona powiedziała, że za komplet szkolnych książek dla naszej córki musi zapłacić 650 złotych, zdębiałem. Że ile?! Chyba usłyszała w telefonie moje charczenie z duszności, bo od razu zapewniła, że kupi najtaniej, bo w internecie.
To ja się pytam pani czy może już, nie nadążam, pana ministra, gdzie to taniej, gdzie te priorytety resortu? Darmowym elementarzem dla pierwszoklasistów się chwalicie? To ja mam pecha, bo córa pierwszoklasistka, ale gimnazjum. Publicznego, dodam. Więc zapłacić muszę, i to znacznie więcej, bo przez tę rządową pomoc wydawcy odbijają sobie straty na reszcie niegratisowych rodziców. Ceny podręczników skoczyły tak, że nawet UOKiK się przebudził i sprawdza, czy „to wynika ze zmian w ofercie wydawców, czy jest to gra rynkowa w łańcuchu dystrybucyjnym”.
Bądź na bieżąco ze zmianami w prawie i podatkach.
Czytaj raporty, analizy i wyjaśnienia ekspertów.
Bądź na bieżąco ze zmianami w prawie i podatkach.
Czytaj raporty, analizy i wyjaśnienia ekspertów.
Materiał chroniony prawem autorskim - wszelkie prawa zastrzeżone.
Dalsze rozpowszechnianie artykułu za zgodą wydawcy INFOR PL S.A. Kup licencję.