Jest apelacja od umorzenia sprawy prezesa PiS Jarosława Kaczyńskiego z oskarżenia europosła KO Krzysztofa Brejzy - poinformowała PAP reprezentująca europosła jego żona mec. Dorota Brejza. W apelacji kwestionuje m.in. ocenę sądu I instancji o niskiej społecznej szkodliwości słów Kaczyńskiego.
Szczegóły apelacji Brejzy
W apelacji adwokat Brejzy wniosła o uchylenie wyroku warszawskiego sądu rejonowego ze stycznia br. oraz przekazanie sprawy do ponownego rozpoznania w I instancji.
Sprawa o zniesławienie europosła Brejzy przez prezesa PiS, która toczyła się przed Sądem Rejonowym dla Warszawy-Śródmieścia od jesieni ub.r., została umorzona ze względu na znikomą społeczną szkodliwość czynu przez ten sąd 27 stycznia br. W ustnym uzasadnieniu orzeczenia sędzia Tomasz Trębicki oceniał wtedy m.in., że zachowanie Kaczyńskiego „nie było społecznie szkodliwe w stopniu przekraczającym granicę odpowiedzialności karnej”.
Prywatne oskarżenie dotyczyło słów prezesa PiS, które padły na posiedzeniu sejmowej komisji śledczej ds. Pegasusa w marcu 2024 r. Lider PiS, odnosząc się do Brejzy, mówił wówczas: „Znaczący polityk formacji opozycyjnej dopuszcza się bardzo poważnych, a przy tym odrażających przestępstw”. W tej sprawie Sejm uchylił Kaczyńskiemu immunitet w marcu ub.r.
Szkoda społeczna i debata publiczna w apelacji
We wtorek mec. Dorota Brejza poinformowała PAP, że w zeszłym tygodniu złożyła do Sądu Okręgowego w Warszawie apelację od styczniowego orzeczenia. Dodała, że obecnie czeka na wyznaczenie przez sąd II instancji terminu rozprawy, lecz spodziewa się, że nie nastąpi to wcześniej niż za kilka miesięcy.
W przesłanej PAP apelacji adwokat przypomniała, że sąd nie miał wątpliwości co do tego, że prezes PiS zniesławił europosła Brejzę za pośrednictwem mediów. Nie zgodziła się jednak z oceną sądu uznającą niską szkodliwość społeczną działania Kaczyńskiego.
W styczniu, w ustnym uzasadnieniu wyroku, sędzia Trębicki wskazywał, że Kaczyński wypowiadał się jako świadek przed sejmową komisją śledczą, a wypowiedź padła jako odpowiedź na jedno z pytań członków komisji do prezesa PiS. Co ważniejsze – dodawał sąd – pytania dotyczyły także „przemyśleń i opinii”. – Jak zauważył wówczas sędzia, słowa Kaczyńskiego nie padły jako samodzielna teza, tylko wypowiedź skonstruowana w odpowiedzi na pytanie.
W apelacji mec. Brejza zaznaczyła jednak, że wypowiedź prezesa PiS godziła „nie tylko w osobistą godność, cześć i wizerunek Krzysztofa Brejzy, ale także – z uwagi na publiczny charakter czynu i rezonowanie medialne – (...) w uczciwość debaty publicznej”.
„Tak jak Krzysztof Brejza ma prawo skutecznie bronić swojego dobrego imienia, tak społeczeństwo będące odbiorcą rozmaitych informacji w przestrzeni publicznej ma prawo dostępu do treści wolnych od kłamstwa i dezinformacji” - dodała adwokat.
Podkreśliła również, że rozmiar wyrządzonej przez działanie prezesa PiS szkody należy mierzyć nie tylko poprzez pokrzywdzenie Brejzy, lecz także przez pryzmat tego, jak powinna wyglądać debata publiczna. „Wyrok w niniejszej sprawie wykracza zatem poza aspekt wyłącznie jednostkowy” - wskazała w apelacji mec. Brejza. Zwróciła też uwagę, że styczniowy wyrok I instancji wydano z „licznymi błędami w zakresie istotnych ustaleń związanych ze stanem faktycznym”.
Oczekiwanie na termin rozprawy II instancji
Podczas listopadowej rozprawy przed sądem rejonowym w tej sprawie Kaczyński wyjaśniał, że jako wicepremier (szefem rządu był wówczas Mateusz Morawiecki) zajmujący się m.in. kwestiami bezpieczeństwa uzyskał informacje, że Brejza podjął „działania bezprawne” i „moralnie odrażające”. Jak dodawał, informacje te uzyskał od funkcjonariusza publicznego ds. bezpieczeństwa, a dotyczyły one tego, że wobec Brejzy użyto Pegasusa w związku z działaniami władz magistratu w Inowrocławiu.
Część mediów opisywała wtedy, że miał tam działać „wydział propagandy”, farma trolli – grupa hejterów, którzy mieli atakować oponentów prezydenta Inowrocławia Ryszarda Brejzę i jego syna Krzysztofa. – Używanie środków publicznych po to, żeby prowadzić brutalną walkę polityczną przeciwko swoim przeciwnikom, jest odrażające i łamie prawo karne – mówił podczas listopadowej rozprawy Kaczyński.
W końcu 2024 r. Prokuratura Okręgowa w Gdańsku umorzyła śledztwo prowadzone przeciwko Ryszardowi Brejzie wobec stwierdzenia, że czyn nie zawiera znamion czynu zabronionego. „Ponadto postępowanie przygotowawcze zostało umorzone w sprawie podejrzenia przekroczenia uprawnień przez inne osoby, a także podejmowania się pośrednictwa w załatwieniu pracy w Urzędzie Miasta Inowrocławia w zamian za korzyść majątkową lub osobistą, jak również wydatkowania w związku z wyborami do Parlamentu Europejskiego w 2019 r. środków finansowych jednego z komitetów wyborczych z naruszeniem limitów wydatków określonych dla komitetów wyborczych” - informowała wtedy prokuratura.
Według informacji ogłoszonych na przełomie 2021/2022 r. przez kanadyjską grupę Citizen Lab Krzysztof Brejza miał być jedną z osób inwigilowanych z wykorzystaniem opracowanego przez izraelską spółkę NSO Group systemu Pegasus, pozwalającego m.in. na pozyskiwanie danych ze smartfonu inwigilowanego. Do telefonu Brejzy miano się włamać 33 razy w okresie od 26 kwietnia 2019 r. do 23 października 2019 r., gdy był on szefem sztabu KO przed wyborami parlamentarnymi. W kwietniu 2024 r. PK potwierdziła, że Brejza był inwigilowany z wykorzystaniem tego systemu.(PAP)
ef/ mja/ ugw/
Materiał chroniony prawem autorskim - wszelkie prawa zastrzeżone.
Dalsze rozpowszechnianie artykułu za zgodą wydawcy INFOR PL S.A. Kup licencję.
Wpisz adres e-mail wybranej osoby, a my wyślemy jej bezpłatny dostęp do tego artykułu