Radwan: Śmieciówka nie może być trampoliną do etatu

Artur Radwan
Artur RadwanDGP / Marek Matusiak
15 lipca 2015

W ubiegłym tygodniu w DGP pisaliśmy o tym, jak członkowie Sejmowej Komisji Administracji i Cyfryzacji wysłuchali urzędników kancelarii premiera na temat zatrudniania w administracji rządowej na podstawie umów śmieciowych. Z informacji rządu wynikało, że pod tym względem jest całkiem nieźle.

Co prawda w ministerstwach, urzędach centralnych i wojewódzkich w 2014 r. odnotowano ponad. 13 tys. umów-zleceń lub o dzieło, ale to nie jest podobno powód do niepokoju. Zatrudniani na tej podstawie są najczęściej eksperci lub sprzątaczki i to często za symboliczne 100 zł. Posłowie z prezentacji byli zadowoleni, mnie zabrakło w niej podstawowej informacji: ile rocznie administracja rządowa wydaje na tego typu umowy, a także czy ich liczba rośnie. Bez tego trudno ocenić, czy trzeba już bić na alarm, czy rzeczywiście większość takich umów w urzędach jest zasadna. Prawda leży pewnie gdzieś pośrodku. Wdrożono zalecenia, aby śmieciówki były stosowane tylko w wyjątkowych sytuacjach. Wszyscy mają świadomość, że w urzędach każdy, kto ma dwie ręce, dorabia prowadząc różnego rodzaju szkolenia lub zatrudniając się na uczelni.

Pozostało 91% treści
Ten artykuł przeczytasz tylko z aktywną subskrypcją Premium.
Teraz z Płatnościami powtarzalnymi BLIK
zyskasz dostęp do wszystkich treści
za 29 zł / miesiąc przez 3 miesiące


Możesz anulować w dowolnym momencie.
Źródło: Dziennik Gazeta Prawna
Autopromocja
381536mega.png
381439mega.png
381557mega.png
©℗

Materiał chroniony prawem autorskim - wszelkie prawa zastrzeżone.

Dalsze rozpowszechnianie artykułu za zgodą wydawcy INFOR PL S.A. Kup licencję.