Zakład Ubezpieczeń Społecznych i urząd skarbowy to dwie instytucje, które są znane z pazerności i bezwzględnej walki o pieniądze podatnika. Sama myśl o nich powoduje u jednych pianę na ustach, a u innych problem z przełykaniem śliny.
Dwie odmienne reakcje, ale jeden stan paraliżu. Nie ma chyba bardziej kontrowersyjnych, by nie powiedzieć, znienawidzonych urzędów przez przedsiębiorców i zwykłych obywateli. Do tej pory szły ramię w ramię, a ich celem było zdobyć jak najwięcej pieniędzy do budżetu. Oczywiście nikogo nie trzeba przekonywać czyim kosztem.
Teraz może wystąpić rozłam w tej swoistej koalicji. A oczywiście idzie o pieniądze, i to o wdowi grosz. ZUS jest skłonny pośredniczyć w przekazywaniu 1 proc. podatku z rocznych zeznań PIT-40A, które wypełnia za emerytów i rencistów. Jest to zaiste gest dobrej woli w stosunku do własnych podopiecznych, którzy chcą się podzielić podatkiem z organizacjami pożytku publicznego. A co to oznacza dla budżetu? A to, że im więcej takich miłosiernych świadczeniobiorców, tym mniej pieniędzy wpłynie do fiskusa. I na to resort finansów pozwolić sobie nie może, bo nawet ta niewielka część podatku od mizernych świadczeń ZUS globalnie może stanowić już niezły kapitał. Bardzo potrzebny obecnie ministrowi Rostowskiemu.
Załóż konto lub zaloguj się
i zyskaj dostęp na 14 dni za darmo.
Materiał chroniony prawem autorskim - wszelkie prawa zastrzeżone.
Dalsze rozpowszechnianie artykułu za zgodą wydawcy INFOR PL S.A. Kup licencję.